wtorek, 10 lutego 2026

ROB ZOMBIE & BRIAN EVENSON - PANOWIE SALEM [wrażenia]

Zlecenie - mierzę szafę przeznaczoną na rozbiórkę, coby ją wystawić na portalu sprzedażowym. Najpierw należy opróżnić każdy jej zakamarek. Na samym dole piętrzą się dwa stosiki książek ewidentnie z dziecięcych czasów. Przeglądam, układam w kartony... O kurde! Jakiś horror się nawet trafił! Po okładce? Młodzieżówka w typie grozy. Ale to nie tytuł i nie okładka przykuły moją uwagę najbardziej. Najwięcej mówiło mi nazwisko, a właściwie pseudonim artystyczny, autora książki. Rob Zombie - muzyk parający się industrialną odmianą metalu, który sposób wyrażania swojej sztuki znalazł także w kinie grozy. Do dzisiaj mam listopadowy numer miesięcznika CKM z 2005 roku, na którym całkowicie obfotoszopowana Ewa Sonnet prezentuje swe balony. Gazetę kupiłem jednak nie po to, by lampić się na bufet pani Ewy. Do nakładu wydawca dołączył wówczas horror na krążku DVD - Dom tysiąca trupów - w reż. bingo! Roba Zombie właśnie. 
 
 
Do kompletu twórczości pana Cummingsa dokładam jeszcze jego solowy album z 2001 roku (czas, w którym na dobre zanurzyłem się w słuchanie metalu, kupując miesiąc w miesiąc nowego Metal Hammera), zatytułowany The Sinister Urge. Po empetrójki sięgnąłem ze względu na to, by posłuchać czegokolwiek powiązanego właśnie z filmem Dom 1000 trupów. A utworem zamykającym album jest kompozycja  House of 1000 Corpses. Nie mogłem trafić lepiej.

Pożyczyłem ją... Tę książkę z dna szafy. Na wiele miesięcy, bo i tak wiedziałem, że wcześniej mam w kolejce do czytania inne tytuły. I tak sobie stała i czekała. Książka Panowie Salem czekała na mnie niczym drewniana skrzynka z płytą winylową czekająca na Heidi Hawthorne - główną bohaterkę tej opowieści grozy. 
Właściwie w mediach internetowych książka reklamowana była jako horror, opowieść grozy, ale, po prawdzie, jest to typowy książkowy slasher, w którym setki litrów krwi upuszczane są ofiarom metodycznie, precyzyjnie przy pomocy wszelkiego rodzaju noży. 
 
Bo pierwszy był film - Panowie Salem
 
I rzeczywiście wersja filmowa tej opowieści ma w sobie o wiele, wiele więcej grozy niż wersja pisana. W filmie ginie jeden bohater, zatłuczony na śmierć... patelnią. Książka natomiast, to sporo ciekawsze rozwinięcie wątków filmowych, no i slasher po całości - sześć trupów patroszonych na wszelkie sposoby. Historyjka stworzona przez Roba Zombie do wersji filmowej została zaadoptowana przez Briana Evensona do formy prozy. Książka nie straszy. Autorzy utrzymują co prawda, duszny klimacik, jednak opisy szlachtowania wypadają zabawnie. Zachęta ze skrzydełka stawia sprawę dość jasno: Pozycja obowiązkowa dla pasjonatów grozy w najbardziej sadystycznej postaci, otoczonej smoliście czarnym humorem i groteską. Panowie Salem to potężna dawka gore, nawiązująca jednocześnie do klasyki horroru okultystycznego
 
Wewnętrzne skrzydełko książki - fotos z ekranizacji, na którym widzimy główną bohaterkę, Adelheid Elizabeth Hwthorne, w której (główną) rolę wcieliła się żona Roba - Sheri Moon.
 
 
Część pierwsza książkowej opowieści dzieje się w Salem we wrześniu 1692 roku, kiedy to wielebny John Hawthorne u boku sędziego Samuela Mathera odprawiają nocny sąd nad przywódczynią - Margaret Morgan, oraz pozostałymi uczestniczkami sabatu. Część druga to Salem czasów obecnych - sześć dni października, w których ma miejsce zemsta zgładzonych onegdaj czarownic. Mszczą się one na potomkiniach ludzi odpowiedzialnych za kapturowy sąd sprzed 320 lat. 
Dźganie ofiar, tak brutalne, jak się tylko da, nie jest wyłącznie fanaberią "sił zła". "Czarownice" były traktowane w identyczny sposób przez wysłanników Boga cztery wieki wcześniej. 
 
"Zwykłe" spalenie na stosie było finałem, w którym przedstawiciele duchowieństwa próbowali wszelkimi sposobami uzyskać od kobiet oskarżanych o czary, "wymówienie się od szatana". Wówczas wchodziły w grę młoty, gwoździe i wszelkiego rodzaju narzędzia tortur "w służbie Bogu". Margaret Morgan zmuszona była usiąść na "Tronie Boga", który patroszył gwoździami jej ciało. Jak wspominał w audycji radiowej Francis Matthias, pracownik muzeum w Salem i jeden z bohaterów tej książki: W historii nie chodzi wyłącznie o przeszłość, ale również o zdefiniowanie tego, kim jesteśmy obecnie
"Z wszystkimi konsekwencjami wyborów naszych przodków" - chciałoby się dopowiedzieć. 


 
Się jeździło fiatem tipo na cmentarz w rytmie Demon Speeding

.
.
.
OCENA: 6/10 (dobra)

TYTUŁPanowie Salem
AUTORRob Zombie, Brian Evenson
WYDAWNICTWO:   Zysk & S-ka
MIASTO: Poznań
TŁUMACZENIE: Adrian Napieralski
ILOŚĆ STRON:  376
 ROK WYDANIA:  2013
 
 egzemplarz pożyczony

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

ROB ZOMBIE & BRIAN EVENSON - PANOWIE SALEM [wrażenia]

Zlecenie - mierzę szafę przeznaczoną na rozbiórkę, coby ją wystawić na portalu sprzedażowym. Najpierw należy opróżnić każdy jej zakamarek. N...