O pobudkach moich i okolicznościach spotkania na swej czytelniczej drodze noblowskiego dzieła Reymontowskiego pisałem już przy okazji zapoznania się z treścią pierwszej części Chłopów - Jesienią. Z każdym następnym rozdziałem epopeja ta napawała mnie a to niesamowitą plastycznością opisu przyrody i zmieniającej się pogody, a to kapitalnym sposobem wykorzystania gwary, a to wreszcie ciekawie zmieniającą się w czasie charakterystyką poszczególnych bohaterów powieści. Po wtóre: Jakże inaczej pisać o dziele nagrodzonym literackim Noblem? No właśnie... Czytelnik ma do czynienia z absolutem, z całkowitą doskonałością warsztatu, wyobraźni i opisu świata przedstawionego, świata sprzed grubo 110 lat, co sto paręnaście lat później wcale nie musi być atutem dla dzisiejszego czytelnika. Z perspektywy upływu wieku wczorajszy noblista wcale nie musi wzbudzać zachwytu dzisiejszych czytających. Nie jest to oczywiście problem noblisty, a dzisiejszego czytelnika, który 110 lat później może się dość łatwo odbić od - na pierwszy rzut oka - wydawałoby się archaicznego tekstu...
