wtorek, 21 lipca 2026

(nierecenzja): Opowieść o dwóch miastach: ślady twórczości Macieja Maleńczuka w Krakowie i Wrocławiu

 
Jakiś czas temu trafiła owa książka w moje ręce. Dwie okładki, bo otwierana z dwóch stron. Pięćdziesiąt parę stron części "czerwonej" to sztuka Krakowa, pięćdziesiąt parę stron części "zielonej" wypełniają teksty związane ze sztuką Wrocławia. Od razu oczy zapaliły mi się na ten Kraków, bo przecież choć akapit dot. Macieja Maleńczuka musiał się w takiej publikacji - podsumowującej dorobek artystyczny dawnej stolicy Polaków -  znaleźć. "Takiej", czyli opłaconej. Książka ta przypomina folder reklamowy; bardzo profesjonalnie wydaną wizytówkę opłaconą za część grantu przeznaczonego na działalność kulturalną obu tych wielkich rodzimych miast, monstrualnie wręcz bogatych sztuką i środowiskami artystycznymi wszelakiego typu. Przecież - cytując Maleńczuka z podcastu Kasi Nosowskiej - "W Krakowie jest tego pełno: drugo, trzecio, czwartorzędnych autorów scenariuszy, których nigdy nie nakręcono, itd... Jest tego trochę: kopnij w śmietnik i wyjdzie scenarzysta" - zagadnął kiedyś były bard Krakowa o nadpodaży krakowskich artystów, którzy z uporem i bez sukcesów starają się parać sztuką i z niej (wy)żyć. M.M. nie był wcale odosobnionym przypadkiem na tej wyboistej ścieżce. W wideo-rozmowie dla portalu Zwierciadło, Beata Biały przedstawiła Macieja w te słowa: 
 
BB: Gość z ulicy, z więzienia, ze sceny...
MM: Ale zawsze miałem wrażliwą duszę... Po prostu rzeczywistość dookoła mnie była bardzo zła, niedobra. Wcale mi nie sprzyjało wszystko to, co mnie otaczało.
 
BB: Czyli musiałeś być twardym facetem.
MM: Wcale nie chciałem taki być. Mnie być może życie tak ukształtowało. Mi od samego początku wszyscy podstawiali nogi. 
 
Nie ma. W książce-reklamie na temat prozatorsko-poetyckiej sztuki miasta Krakowa wydanej w 2016 roku nie ma pół słowa o poezji Maleńczuka, mimo tego, że pokolenie bruLionu zostało tam wspomniane, a nad Marcinem Świetlickim Jacek Olczyk piał z zachwytu, nawet cytując jego próbkę poetycką z chujem w treści.  


Wydawnictwo powstało w związku z obecnością Krakowa i Wrocławia w charakterze gości specjalnych "Salon du livre 2015" w Paryżu.
 
 
Między dworcem a operą
Kraków Dworzec Centralny Wschód - Opera Krakowska. Pomiędzy tymi dwoma charakterystycznymi budowlami od dekad kwitnie artystyczne życie Macieja Maleńczuka. Na początku artystycznej drogi można by pomylić Maleńczuka z kloszardem / menelem... Ale ma gitarę i rozpoznawalne nazwisko. Na tym dworcu zwraca na siebie uwagę fajnej dziewczyny, dobre kilka lat młodszej - jest graficzką, ma dolary i własne mieszkanie. Na początku wcale nie musiała to być miłość. Obojgu wystarczał partnerski układ - Maciej szuka sposobów na wydanie płyty, Ewa zrobi jej oprawę graficzną. Kiedy dokładnie w połowie lat 90. Homo Twist staje się jednym z najbardziej awangardowych (i mimo wszystko rozpoznawalnych) poczynań literacko-muzycznych Krakowa, kiedy szturmują (wespół z Püdelsami) pod kamerami TVP Kraków Teatr Bückleina, Ewa staje się także sceniczną częścią zespołu - rozrzuca kwiaty, przygotowuje dekoracje, występuje w wyreżyserowanych scenkach, a nawet śpiewa w chórkach. I tak mieszkają ze sobą w rodzinnym mieszkaniu Ewy jakoś od 1991 roku. Przez te wszystkie dziesiątki lat Maciej Maleńczuk zaliczył koncertowo każdy szczebel tej krakowskiej drabiny - grał i śpiewał na dworcu, zahaczył o bary, kluby i teatry, a dzięki zespołowi Psychodancing - czyli klezmerskiemu, użytkowemu podejściu do muzyki - miał swój czas także w operach. Mimo wszystko warto pamiętać, że Maleńczuk przeszedł (i życiowo i artystycznie) drogę trudną. Nawet bardzo, bardzo trudną, niemalże niemożliwą do przebycia, gdyż startował ze środowiska  powięziennego i narkomańskiego, czyli do szczętu defaworyzowanego, praktycznie wykluczonego.
 
Autorzy felietonów z "czerwonej" części tej książki niestety potraktowali Maleńczuka jak czwartorzędnego literaturzynę. Cóż, w 2016 roku widocznie reputacja Maleńczuka całkowicie wyprzedziła osobę Maleńczuka: z drącego mordę ulicznego grajka napierdalającego paluchami w nie do końca nastrojoną gitarę nieznanej proweniencji, z poety mającego na koncie tomik Fragmenty koncertu (wyd. Kraków, 1991), z poety publikującego w bruLionie, z autora prozy pt. Niwa" drukowanej (w warszawskim co prawda) Bluszczu, wreszcie z tłumacza wierszy Emily Dickinson, których próbka wylądowała w serii Biblioteki Narodowej, została na Maleńczuku łatka "jurora z Idola", "osobowości telewizyjnej", "skandalisty o niewyparzonej gębie" i (auć!) "celebryty".


A przecież więzienna szkoła zawodowa o kierunku "ślusarz-spawacz", czy tam "obróbka skrawaniem" i  grypserska codzienność celi nr 4, nie przeszkodziły Maciejowi uprawiać w Krakowie alternatywy z ambicjami literackimi. Stał ten Maleńczuk w tych podziemnych przejściach z osiem długich lat (Jak na potencjał - przynajmniej taki bruLionowo-literacki - o jakieś cztery za długo). Stał, ćpał, chlał, grał i mordę darł do fajnych tekstów (dość szybko swoich). Moknął od deszczu i śniegu, zgrzytał zębami od mrozu, rozgrzewał się wódą z meliny i pompką z towarem od Aborygena. Ambicje (te literackie) zostały dostrzeżone i przez "Machinę" piórem Pawła Dunina-Wąsowicza i przez "Brum" z naczelnym Kubą Wojewódzkim. Ale żeby panowie mieli co promować, to musiał się w Krakowie znaleźć wydawca, który postawiłby kasę na próbę rozkręcenia muzycznej kariery Macieja Maleńczuka. Zaryzykował Piotr Praschil, wydając w latach 90. szereg płyt Pudelsów, Homo Twist oraz pierwsze przymiarki Maleńczuka do kariery solowej pod banderą Music Corner, które to wydawnictwo rozszerzyło się w pewnym momencie także o sklep muzyczny. Mimo wszystko wraz z nową kapitalistyczną rzeczywistością Maleńczuk - wciąż czynny muzyk z ulicy - nie miał lekko.  
 
W Katowicach na początku lat. 90. wydarzyła się bardzo ciekawa scenka rodzajowa, którą relacjonował Alfred Sosgórnik: (alpinista, narciarz, żeglarz, pisarz, reżyser, producent muzyczny, fotografik, podróżnik - nie mylić z lekkoatletą-kulomiotem): Zorganizowaliśmy (...) klub festiwalowy, w którym odbywało się nieustannie jam session. Sprzedaliśmy czterysta biletów, ale przyszło ponad sześćset osób! Sztuka trwała do rana. Kiedy rankiem wychodziłem z gabinetu, gdzie się przespałem, wszędzie leżeli ludzie (śmiech). Wtedy poznałem Maćka Maleńczuka. Przyszedł Andrzej Wójcik i mówi:
 
 - "Pojawił się koleś, jakiś Maleńczuk, i chce zagrać, ale już mamy ustalonych wykonawców. Co mam z nim zrobić?" - "Powiedz mu, że może sobie zagrać, kiedy będą przenosić wzmacniacze, ale jak jest sztuka, to ma wypierdalać ze sceny" (śmiech). No cóż, takie są prawa szoł-biznesu. Każdy kiedyś zaczynał... 
W taki właśnie sposób przez całe lata 80. Maciej Maleńczuk szukał miejsca dla swojego bluesa.
 
część dorobku artystycznego Macieja Maleńczuka wydawana oraz nagrywana w Krakowie
 
 
Kraków to polscy i niemieccy mieszczanie, polsko-litewski dwór, włoska architektura, wieki współistnienia z żydowskim miastem, a następnie dzielnicą Kazimierz, wieś Bronowice uwieczniona przez Stanisława Wyspiańskiego w najsłynniejszym polskim dramacie, przemysłowe Podgórze czy proletariacka Nowa Huta, narzucona mieszczańsko-konserwatywnemu Krakowowi przez komunistyczne rządy - to tylko pobieżny wykaz tych zjawisk i miejsc, które (każde w swojej epoce) budziły tu rozmaite emocje i wpływały na wygląd miasta, które wielokrotnie było (i bywa) powodem odrzucenia: iluż to artystów opuszczało Kraków, stwierdzając, że "w tym mieście nie da się żyć", by prędzej czy później wracać i znów realizować tutaj swoje artystyczne plany. Maciej Maleńczuk z podobnego szlagwortu uczynił swój pierwszy większy uliczny przebój, który dzięki pewnej historyjce z Krakowa dał mu swego czasu angaż do Pudelsów.

Miasto Kraków II

W tym mieście trudno jest żyć.
W tym mieście wódkę trzeba pić.
Trudno jest nie pić.
Trudno, bo trudno jest żyć.

W tym mieście trudno rano wstać,
chyba, że już zacząłeś grzać.
Trudno tu żyć.
Można tylko grzać albo pić.

W tym mieście żony same śpią.
W tym mieście mężom ręce drżą.
Trudno tu żyć.
Można tylko grzać albo pić.*
 
* trzecia zwrotka zaśpiewana przez M.M. w filmie Śmierć Johna L. 
reż. Tomasz Zygadło (Kraków, 1987)
 
K.I. Gałczyński miał swoją krakowską Zaczarowaną dorożkę, którą uwiecznił w poemacie, ale miał też leśniczówkę Pranie, do której uciekał latami na długie miesiące. Mrożek ze swojego maciupeńkiego krakowskiego pokoju wyprowadził się dość spektakularnie: wyrzucił przez okno książki, materac i meble, po czym je podpalił i na koniec - wyemigrował. Sam Maleńczuk także na moment wylogował się z Krakowa i zakotwiczył w Jodłowej - podkarpackiej wsi - by ćwiczyć grę na saxach. 
Co łączy Czesława Miłosza, Wisławę Szymborską, Macieja Maleńczuka, mistrza fantastyki naukowej Stanisława Lema i genialnego dramatopisarza Sławomira Mrożka? Tylko jedno - nikt  z nich nie urodził się w Krakowie. Podobnie zresztą jak pewien student medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego, a później uznany krakowski pediatra, któremu Maciej Maleńczuk zadedykował swój poemat Chamstwo w Państwie. Autor/lekarz do tego stopnia zafascynował się literaturą francuską, że jakieś sto lat temu przetłumaczył na język polski kilkaset jej największych dzieł.

Poszerzanie terytoriów
Po październikowej odwilży '56 życie literackie Krakowa nabrało nowego rozmachu. Spontaniczne inicjatywy kulturalne podejmowane przez młodych pisarzy i artystów nadały miastu nowy blask. Powstają wówczas liczne kawiarnie (Kolorowa, Warszawianka, Fafik, Empik, Rio) i studenckie teatry. Kawiarnia Rio - po remoncie - wróciła na mapę Krakowa na początku 2026 roku, ale już na zawsze została zaklęta w tekście Maleńczuka do piosenki Miasto Kraków:
 
Kraków piękny trochę śmierdzi a poza tym po staremu 
W Piwnicy pod Baranami banda zgredów i szpanerów 
Wolno się sączy czarna kawa w Rio 
Wódka droższa co poza tym chyba nic się nie zmieniło
 
Na wiosnę 1987 roku ukazuje się pierwszy numer literackiego czasopisma bruLion, w którym krakowscy literaci próbowali zaszczepiać nowe idee poezji. W 1998 roku (nr 1/1998) zostaje w kwartalniku tym wydrukowany wiersz Maleńczuka pt. Demony - tłumaczenie utworu Emily Dickinson. Prof. Agnieszka Salska wybrała po latach owo tłumaczenie do zbioru utworów amerykańskiej poetki z serii Biblioteka Narodowa. Poza lokalami przeznaczonymi na konsumpcję pojawiło się w Krakowie sporo klubów (Alchemia, Dwa Pstrągi, Piękny Pies, Bomba, Bunkier Sztuki, czy wreszcie Miasto Krakoff (do dziś na stronie internetowej Macieja Maleńczuka można pobrać sobie bootleg tam zarejestrowany). Teatr Łaźnia to natomiast miejsce bodaj jedynej profesjonalnej rejestracji trio o nazwie Pocket Band w składzie - Maciej Maleńczuk, Jakub Rutkowski, Antoni Gralak - z grudnia 2007 roku w ramach festiwalu Wyspiański Underground. Tylko w całym XXI wieku Maciej Maleńczuk wystąpił w Krakowie w ponad 130 koncertach w przeróżnych konfiguracjach i z przeróżnych okazji. 

artystyczna część dorobku MM nagrywana i wydawana we Wrocławiu


Naprawdę dziwi mnie, że w broszurze, w której autorzy próbują jedynie naszkicować podstawowe informacje o twórcach krakowskiego literackiego świata (bo się w niej zwyczajnie więcej nie pomieści); w książce wydanej dekadę temu zabrakło czegokolwiek w temacie poezji Maleńczuka. Różewicza może Maciej nie przeskoczy, Lema nie przeskoczy, Mrożka nie przeskoczy, Szymborskiej i Miłosza też nie. Boję się jednak, że w 2016 roku szlagworty w tekstach Maleńczuka były bardziej rozpoznawalne niż nawet twórczość przyszłej wówczas noblistki Olgi Tokarczuk. która w części o Wrocławiu jakoś się pojawiła. A już wspomnienie w eseju Jacka Olczyka o tym, że "w slamach poetyckich niezrównany jest natomiast Jaś Kapela" zakrawa o żart. Żart tych niskich lotów. Absolutnie abstrahuję od tego, co stało się medialnie z Jasiem Kapelą w ciągu minionej dekady, czy nawet ostatniej pięciolatki, jednakowoż zawarcie w tekście nazwiska Kapeli, a nieznalezienie w tej sytuacji pół akapitu dla Maleńczuka wydaje się znaczącym przeoczeniem, żeby już nie nazywać tego nieporozumieniem.

Wśród prozaików związanych z Krakowem w ostatnich latach uznanie zdobyło kilku pisarzy, z których każdy na swój sposób opisywał lub kontestował otaczającą go rzeczywistość. Oryginalnością błyszczał zwłaszcza Sławomir Shuty, który poznawszy korporacyjny kapitalizm od podszewki, swoje doświadczenia i walkę z konsumpcjonizmem przekuł w powieści. Jedną z nich jest Zwał, do której Maciej dołożył swoje trzy grosze w postaci tekstu piosenki do sztuki teatralnej (z  premierą w Poznaniu).

Uniwersytet Jagielloński ma za sobą ponad sześćset lat kultury studenckiej. Z tej pierwszej - XV i XVI-wiecznej zachowały się do dziś ledwie jej skrawki, odłamki. Z pewnością ówczesna literatura studencka była nie mniej bogata niż współczesna. W średniowiecznym karnawale studenckim - Juwenaliach - i śpiewanych wówczas pieśniach można widzieć zapowiedź wielu dzisiejszych wydarzeń kulturalnych Krakowa. Jedną z takich imprez jest Studencki Festiwal Piosenki, odbywający się w Krakowie od 1962 roku. M.M. wystąpił przed kamerami gali finałowej w 39. i 40. odsłonie - czyli kolejno w 2003 i 2004 roku - prezentując najpierw Cygańską żonę z repertuaru Leonarda Cohena, a następnie utwór Gdy będę stary..., którego autorem jest Jacques Brel. W tym samym czasie Wydawnictwo Literackie postawiło na Maleńczuka, drukując i wydając jego wspaniały poemat Chamstwo w Państwie wraz z audiobookiem czytanym przez autora. WL w roku 2005 zakończyło też wydawanie Dzieł zebranych Stanisława Lema. W ostatnim tomie pojawiła się płyta CD-ROM z prezentacją komputerową dot. krakowskiego mistrza fantastyki. Znalazł się w niej wątek dyktand, które Lem pisał dla siostrzeńca: Dyktanda czyli w jaki sposób wujek Staszek wówczas Michasia – dziś Michała – uczył pisać bez błędów. Jest to zbiorek utworów z zupełnie innej rzeczywistości niż ta najbardziej znana u Lema - futurystyczna. Powstał w roku 1970 jako pomoc w nauce ortografii, sporządzona dla siostrzeńca żony pisarza, Michała Zycha.
 

 
 
Nie tylko centrum
Artystyczny Maleńczuk w Krakowie to także Kazimierz nad Wisłą, czyli największa żydowska dzielnica aglomeracji grodu Kraka. W 2011 roku Maciej połączył siły z krakowskim składem Max Klezmer Band. Z sił tych rok później upichcono płytę przypominającą słuchaczom o języku jidysz - Hush Hush - języku Żydów wschodnioeuropejskich; w brzmieniu i dźwięczności dość mocno kojarzącym się z niemieckim.
Siedemdziesiąt lat temu pod Krakowem rozpoczęto budowę idealnego socjalistycznego miasta. Z całego kraju ściągały dziesiątki tysięcy ludzi zwabionych wizją dobrobytu i lepszego jutra. Nowa Huta stała się unikatowym ucieleśnieniem socrealistycznej architektury i urbanistycznego planowania. Założony równocześnie z nią kombinat metalurgiczny, w którym początkowo znalazła zatrudnienie większość mieszkańców dzielnicy, do dziś zajmuje gigantyczną przestrzeń: plątanina dróg i torów kolejowych wraz z labiryntem hal produkcyjnych tworzą osobne "miasto w mieście". W tym industrialnym anturażu w 1999 roku założył się zespół Wu-Hae
 
Lokalny patriotyzm sprawił, że kapela nagrała koncepcyjny album z okazji 60. rocznicy powstania Nowej Huty. Panowie podeszli do sprawy po nowoczesnemu i zamiast takiego śmiesznego srebrnego krążka, Opera nowohucka ukazała się w postaci metalowej puszki z zamkniętym w niej pendrajwem. W nagraniach wziął oczywiście udział Maciej Maleńczuk. Bard pojawił się w dwóch odsłonach piosenki Sępy abstrakcji - na jej tekst składają się fragmenty Poematu dla dorosłych autorstwa Adama Ważyka - poety i prozaika żydowskiego pochodzenia. Poemat jest próbą przedstawienia rewizjonizmu poglądów autora na epokę stalinizmu. Na literacką część składają się strawersowane wersy: 11, 12, 13, 8; pierwodruk na łamach Nowej Kultury (nr z 21 VIII 1955); w roku następnym miał swoje książkowe wydanie (Poemat dla dorosłych i inne wiersze, PIW, Warszawa 1956). Do teledysku wykorzystano krótszą, trzyminutową - edytowaną wersję nagrania. Wersja albumowa trwa 4 minuty i 44 sekundy. Częścią konceptu stał się również utwór do wiersza Wisławy Szymborskiej pt. Na powitanie budowy socjalistycznego miasta. Co ma Szymborska wspólnego z Maleńczukiem? Albo Maleńczuk z Szymborską? Od szczęk do pięty wiecznie chodził napięty - sam początek tekstu do utworu Praca na saxach MM "pożyczył" z wiersza noblistki zatytułowanego Konkurs piękności męskiej (1962) - Zapierdoliłem jej ten fragment - oświadczył bez ogródek Maciej.
Drugie spotkanie Maleńczuka z nowohucką kapelą to rok 2019 i (znów okraszony teledyskiem) utwór Gończe psy z płyty Dziki kraj. Dziś MM własne muzyczne projekty nagrywa zazwyczaj w jednym sprawdzonym krakowskim studiu nagraniowym - Nieustraszeni Łowcy Dźwięków pod czujnym okiem realizatora Dariusza Greli.
 
 
Duchy miasta Wrocławia
Jeśli o stolicę Dolnego Śląska chodzi, poza ponad siedemdziesięcioma koncertami, danymi tam tylko w XXI wieku, łączą Maleńczuka z Wrocławiem dwie główne sprawy: 1) artystyczna współpraca z Krzysztofem "Kamanem" Kłosowiczem; 2) obecność MM w serii wydawniczej Biblioteka Narodowa.
 

Wrocław - najdłużej broniące się wielkie miasto oblężone w czasie marszu armii czerwonej na zachód. Było to dłuższe oblężenie niż pod Berlinem, Królewcem, Gdańskiem, Poznaniem. Breslau bronił się do samego końca. Dopiero oficjalna informacja o śmierci Hitlera zakończyła obronę. Niejako wspólny los łączy Wrocław ze Lwowem - "brak tożsamości spowodowany całkowitą wymianą ludności po 1945 roku" - powie Polak o Lwowie, a Niemiec o Breslau. Od początku we Wrocławiu działał literacko i muzycznie Krzysztof "Kaman" Kłosowicz, czego najbardziej dostrzegalnym przejawem była kaseta magnetofonowa, wydana w 1987 roku. Album wydał (w ilości 250 sztuk) i zapłacił za sesję nagraniową (3.000 starych złotych) Marek Krukowski. Nagrania dokonano na tak zwaną setkę w Akademickim Studio Radiowym Odra w składzie:
Krzysztof "KAMAN" Kłosowicz – gitara, wokal
Irena Jagiełka – trąbka
Janusz Rołt – gitara basowa
Artur Gołacki – drumla
Roland TR55, TR110 – perkusja
 
Na kasetę tę, zatytułowaną Białe murzynostwo, trafił jeszcze w latach 80. Pan Maleńczuk, któremu bardzo spodobały się teksty i nieoszlifowana sekcja rytmiczna całego przedsięwzięcia. Pod koniec lat 80. pojechałem tam (do Wrocławia) z elektryczną gitarą - wspomina MM w "czerwonym wywiadzie". - Nie grałem już na pudle, tylko zdecydowałem się na elektryczne granie. Dlatego wlokłem ze sobą jakiś piec i próbowałem się podłączyć. Pojechałem na ślepo do Breslau. Nie pamiętam skąd, ale miałem trochę kasy. Zacząłem szukać Kamana. Miałem jego numer, który skądś zdobyłem. (...) Generalnie ciekawy typ. Mówię do niego:
- Kurwa, Kaman! Kasy nie masz, zróbmy coś razem, coś zaróbmy, zorganizujmy jakiś koncert, czy coś.
Wyciągnąłem go do jakiejś galerii. W galerii tej kazałem sobie dać prąd. Dali nam prąd. Zagraliśmy koncert na kupie gruzu, na jakichś śmieciach.
 
 

 
W 2014 roku wrocławskie Stowarzyszenie Kulturalno-Artystyczne Rita Baum wydało pierwszy (i jak dotąd jedyny) raz na płycie CD materiał kasety Białe murzynostwo. Nagrania przeniesiono jeden do jeden z kasety. Nie zremasterowano ich ani nic nie zmiksowano. Brzmią piwnicznie i niestety nadal są bardzo, bardzo słabej jakości. Maciej Maleńczuk pięciokrotnie użył tekstów KAMANA w swoich studyjnych nagraniach:
1996 - Homo Twist - "Homo Twist" (3) (utwory "Walka o pokój"; "Petarda"; "Ten Years After");
1997 - Pudelsi - "Narodziny Zbigniewa. Pudelsi grają Dupą" (1) (utwór "Rege - kocia muzyka")
2003 - Pudelsi - "Wolność słowa" (1) (utwór "Polityka kulturalna"). 
 
Kraków ma swój (wspomniany już) Studencki Festiwal Piosenki, natomiast Wrocław szczyci się corocznym Przeglądem Piosenki Aktorskiej. Reputacja Maleńczuka sprawia, że muzyk jeśli w ramach PPA występuje, to pojawia się zawsze na gali finałowej. W 2001 roku MM pojawił się na scenie 22. Przeglądu w repertuarze zespołu Breakout ("Oni zaraz przyjdą tu", "Nocą puka ktoś"), a w 2006 roku, uświetniając pamięć o Agnieszce Osieckiej, wykonał niespodziewanie "Czy te oczy mogą kłamać" oraz utwór z własnego repertuaru, z fenomenalną wprost scenografią - "Twarze przy barze". Wielu zada sobie pytanie: A co w ogóle Maleńczuk robi na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej, jak to aktor nie jest?! Otóż, no... Jest. Bez dyplomu szkoły aktorskiej, ale gra(ł) wielokrotnie. 
 
Próbował zarówno w filmach długometrażowych, krótkim metrażu, w dubbingu... W chorzowskim Teatrze Rozrywki w sztuce pt. Bal u Wolanda zagrał główną rolę. Cantigas de Santa Maria to oprócz autorskiej płyty Maleńczuka także tytuł spektaklu w reż. Adama Kwaśnego (byłego dyrektora i założyciela krakowskiego Teatru Bückleina), w którym MM znów zasmakował głównej roli - króla Kastylii - Alfonsa X. Współczesny rodzimy Leonardo? A co! A pewnie, że tak! W polskiej literaturze i muzyce nie ma nikogo podobnego. Tzn. jest jeszcze robiący pierdyliard rzeczy liryczno-muzycznych Marcin Świetlicki, ale lider Świetlików od wielu, wielu, naprawdę wielu lat grzęźnie w awangardzie, popierdolonym jazzie, muzyce pojebanej i wkurwiającej. I byłoby naprawdę zajebiście, gdyby raz na płytę zmienił podejście do warstwy instrumentalnej. A Maciej Maleńczuk zaskakuje co i rusz. W Jego przepastnej dyskografii nie ma tylko rzeczy operowych i operetkowych. Bo i pieśni religijne ma tenże bezbożnik i satanista na koncie. W muzyce wielbi i diabła (blues) i boga (gospel).
 
 

 
Legendarna seria "Biblioteka Narodowa"
Dzieje Ossolineum wiążą się z życiorysami wielu pokoleń humanistów. Ich biografie często pokazują, że byli fanatykami książek i języka. Wiedli ascetyczne życie - przepisywali, zbierali, katalogowali - i całkiem podporządkowali swoją egzystencję idei biblioteki. Większa część historii Zakładu przypadała na czasy, gdy Polska nie miała własnej państwowości, a gesty niepodległościowe były surowo karane, więc bywało, że za swoją działalność pracownicy trafiali do więzień, jak jeden z pierwszych dyrektorów Zakładu, Konstanty Słotwiński (1793-1846), który popadł w konflikt z cenzurą austriacką i został za druk patriotycznych tekstów skazany na osiem lat.
Ossolineum to instytucja-legenda, która ma swój współczesny adres we Wrocławiu, ale jej historia wiąże się z kilkoma miastami: Wiedniem, Lwowem, Krakowem i Wrocławiem. Zatrzymajmy się na moment pod krakowskim adresem - bo tutaj profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego w roku 1919 wymyślili i zaprojektowali serię wydawniczą "Biblioteka Narodowa". Koncepcja od początku była jasna - druk arcydzieł literatury w akademickim opracowaniu z podziałem na dwie serie (polską i powszechną).
Seria stała się kanoniczna, secesyjna szata graficzna rozpoznawalna, a prestiż wydawnictwa niezachwiany. Napisać wstęp do "BeEnki" to dla badacza więcej niż wydać książkę autorską. Staranne opracowanie musi respektować standardy, wstęp bywa objętościowo dłuższy niż tekst źródłowy. Redaktor serii Stanisław Bereś zapowiada, że kolejne tomy będą bardziej całościowo prezentowały dorobek pisarzy, co umożliwia "papier biblijny" wykorzystywany w aktualnych edycjach.



Powojenny podział Europy radykalnie zmienił granice II Rzeczypospolitej, a w konsekwencji sytuację Ossolineum. Wiosną 1945 roku rozpoczęło się kolejne (po Lwowie) pakowanie skrzyń i przewożenie ich do kraju. Intelektualiści polscy spodziewali się, że Biblioteka zostanie przeniesiona do Krakowa, ale decyzja polityczna była inna - nowym władzom zależało na polonizacji Wrocławia. Księgozbiór został więc przewieziony do miasta ledwo opuszczonego przez Niemców. Tu zresztą (na Ziemiach Odzyskanych) szukała swojego miejsca przeznaczenia ludność wysiedlona ze wschodnich kresów Rzeczypospolitej - wśród niej Edward. Wraz z Barbarą przeszli Wrocław i wylądowali jeszcze osiemdziesiąt kilometrów dalej - w Wojcieszowie, gdzie urodził się Mirek. Reszta jest historią.

Twórczość religijna w katalogu Pana Maleńczuka (wraz z ową "biblijną" Biblioteką Narodową")

 ---
 
Układając ów zarys krakowsko-wrocławskiej twórczości MM, skorzystałem rzecz jasna z esejów dostępnych w tejże czerwono-zielonej książce:
 
- Grzegorz Słącz: Kraków - przyszłość literatury;
- Jacek Olczyk: Miasto, ludzie, literatura;
- Jakub Niedźwiedź: Czytanie miasta;
- Irek Grin: Wrocław. Europejska Stolica Kultury 2016 i Światowa Stolica Książki UNESCO 2016. Subiektywny przewodnik po duchach miejsca
- Urszula Glensk: Epoka Gutenberga w epoce Gatesa.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(nierecenzja): Opowieść o dwóch miastach: ślady twórczości Macieja Maleńczuka w Krakowie i Wrocławiu

  Jakiś czas temu trafiła owa książka w moje ręce. Dwie okładki, bo otwierana z dwóch stron. Pięćdziesiąt parę stron części "czerwonej...