czwartek, 5 marca 2026

JAN LUBICZ-PACHOŃSKI - WOJCIECH BARTOSZ GŁOWACKI [wrażenia]

Od czasu do czasu trafiają się na rodzimym rynku wydawniczym takie książki, które przez wiele, wiele dekad są jedynym szerokim źródłem informacji dot. danego zagadnienia, osoby, zjawiska, etc. Internet nie bardzo pomaga w rozszerzaniu pewnych zagadnień, powielając jedynie po wielokroć znane już fakty. Taki (chlubny) los spotkał ową próbę zarysu monograficznego postaci chłopskiego bohatera spod Racławic i Szczekocin. Bartosz Głowacki nie był jednak główną osobą, dla której postanowiłem sięgnąć po ten tytuł. Książka Lubicz-Pachońskiego jest dla mnie prologiem pełnej opowieści o Naczelniku Tadeuszu Kościuszko. Bo fakt, że Kościuszko znajdzie się na kartach tej książki był dla mnie sprawą absolutnie pewną. To właśnie dzięki opisom i rozkazom Naczelnika w ogóle zachowała się jakakolwiek pamięć o Wojciechu Głowackim, a książka (wówczas docenta) Jana Lubicz-Pachońskiego, wydana pierwotnie w roku 1946 nadal jest najbardziej obszernym źródłem informacji nt. chłopa z Rzędowic, który dołożył swą kosę przy ostatniej próbie ratowania granic Polski. 


Czasami warto przejść się po okolicznych bibliotekach i sprawdzić, co też czytelnicy zostawili w korytarzu na półce z napisem "można zabrać do domu". Bo trafiają się i takie z historycznego punktu widzenia perełki. W moje ręce z takiej półki trafiło wznowienie Wojciecha Bartosza Głowackiego, wydane przez PWN w 1987 roku. Uaktualnienia podjętego tematu dokonał sam autor pierwowzoru - Lubicz-Pachoński, co zaznaczył we wstępie wznowienia:  
W roku 1984 przypadała 190. rocznica Insurekcji 1794 r. Badania okresu kościuszkowskiego poważnie posunęły się naprzód, opracowania doczekały się bitwy racławicka (w moim ujęciu) i szczekocińska (Zygmunt Walter-Janke), pogłębiono badania nad ówczesną sytuacją chłopa. Powracam więc do zagadnienia sprzed lat czterdziestu., które dzisiaj może nabrać dużo bardziej pełnego wyrazu.
 
 
Niewątpliwym walorem opracowania jest podejście autora do tematu osoby Głowackiego. Lubicz-Pachoński nie forsuje jednej, słusznej, własnej koncepcji opisu  racławickiego bohatera. Jak na rasowego badacza przystało, przedstawia wszystkie możliwe hipotezy podjętego zagadnienia. Kiedy pisze o okolicznościach zmiany nazwiska z Bartosz na Głowacki, przedstawia aż sześć prawdopodobnych hipotez tego faktu. Sporego kalibru wątpliwości występują nawet w temacie nobilitacji na chorążego umęczonego chłopa z Rzędowic. Bo czy to rzeczywiście możliwe, żeby niepiśmienna, nieczytająca, nie umiejąca się podpisać gadająca maszyna rolnicza chadzała po wsi z trzosem na równi z panem? 
 
Przez bez mała sto lat po śmierci Głowackiego polska kultura przedstawiała Bartosa jako tego, któremu Uniwersał połaniecki podpisany przez Naczelnika, niewiele dał, ponieważ po upadku powstania właściciele ziemscy wrócili po staremu do traktowania włościanina, jak psa. Niewiele znaczyły dokumenty podpisane przez Tadeusza Kościuszko, w których rodzina Głowackiego (żona Jadwiga Czernik i trzy córki) miała zostać otoczona opieką,  czego Antoni kniaź Szujski pilnował do momentu, gdy dwór w Rzędowicach został odsprzedany. Ostateczny łomot pod Maciejowicami zakończył bunt resztki Polaków, którzy chcieli wybicia na niepodległość. W następnym roku - 1795 - Polska zniknie z mapy Europy. Rozsierdzony Wojciech rzucił więc wszystko i rzekomo przystał do armii austriackiej. Dopiero Lubicz-Pachoński szerzej relacjonuje zachowane fakty bitwy pod Szczekocinami, gdzie ciężko ranny Głowacki zostaje zabrany z pola walki i umiera w lazarecie w Kielcach. Więcej więc w osobie Wojciecha Bartosza legendy niż niezbitych, pewnych losów jego żywota. Istniał do niedawna cały spór naukowy, czy Bartosz Głowacki zmarł od ran 6, 7, 8, czy może 9 czerwca 1794 roku... Dlaczego dziś przyjęto datę 9 czerwca? Odwrót [spod Szczekocin] szedł przez Kielce (9 VI) i właśnie w tym dniu zanotowano w księdze umarłych parafii: "Dnia tego pogrzebano siedmiu wojskowych z miłosierdzia [za darmo], pomiędzy nimi niejakiego Głowackiego". Zapiska ta jest bardzo ważna już choćby z tego względu, że w żadnej innej miejscowości nie znaleziono dokumentu świadczącego o pochowaniu Wojciecha Bartosza Głowackiego.

230 lat po opisanych w książce wydarzeniach Szczekociny kojarzą się bardziej z katastrofą kolejową z roku 2012 niźli z poległym tam w czerwcu 1794 chorążym Bartoszem Głowackim. Mimo wszystko po dziś dzień w małych, średnich i wielkich miastach Polski znajdują się ulice nazwane imieniem rzędowickiego włościanina. Zwycięskie dla armii polskiej Racławice poprzedziły to, co się w sumie stać musiało - dwie klęski - najpierw pod Szczekocinami, by zakończyć zryw pod Maciejowicami. Kwiecień - październik. Pół roku i po ptakach.

Autor podjął również starania nakreślenia "legend" obu najsłynniejszych chłopów w historii prób uwłaszczenia tej najniższej grupy społecznej. Dwa wieki wystarczyły, by przy Głowackim forsować legendę "białą" (bitwa pod Racławicami 1794), natomiast Jakub Szela to do dziś ten "zły", kierujący się wyłącznie własnym interesem (rabacja galicyjska 1846), nie zaś interesem kraju. A obaj jechali na tym samym wózku, o czym przypomniał autor słowami Leona Kruczkowskiego: 
Poklepywany przez oficjalnych dziejopisów, opiewany w pokrzepiających rymach petów-liryków i poetów-kataryniarzy, potrząsający symboliczną kosą na pomniczkach w co drugim mieście powiatowym byłej Galicji (...) Wojciech Bartos Głowacki - ozdoba kalendarzy ludowych , kajetów szkolnych oraz tanich, chłopskich bibułek do papierosów - jest w historii polskiej postacią, jedną z najżałośniejszych. Urzędowa jego legenda i ranga 'bohatera narodowego' stanowi jaskrawy przykład zakłamywania tej historii dla ideologicznych potrzeb... Wojciech Bartos-Głowacki nadaje się do tych celów, jak mało który spośród polskich 'bohaterów narodowych'. Nie tyle, że bohater z pola bitwy, z kosą idący na armaty; ile że - przede wszystkim 'świetlany' symbol 'pojednania klas', 'zgody narodowej'...
    Oczywiście, któż by przejmował się tym, że ów symbol wydestylowany został z podłoża najokropniejszego może okresu historii chłopów polskich; z okresu, w którym masa chłopska w całości niemal zeszła u nas po prostu do roli narzędzia produkcji w rękach klasy panującej. Któż by pamiętał o tym, że ów symbol 'pojednania', sprzymierzenia się chamskiej kosy z szablą szlachecką - był aktem całkowicie osamotnionym, oderwanym od ponurej rzeczywistości pańszczyźnianej, czymś najzupełniej obcym masie chłopskiej... I wreszcie któż by dociekał, jakie były autentyczne dzieje tego symbolu, kogoż by mogło obchodzić prywatne - poza wyczynami na polach racławickich - życie i losy bohatera?
 
Przez taką właśnie rzeczywistość codzienności; przez fakt, że chłopi nie umieli czytać i pisać, przez co niewiele wiedzieli też o przeszłości narodowej, nie czuli się oni ogniwem w łańcuchu polskich dziejów. Całą epopeję bycia "tutejszym" miast "Polakiem" przedstawił  dr hab. Adam Leszczyński w historii wyzysku i oporu, czyli Ludowej historii Polski. I będzie to moja trzecia lektura związana z tematyką chłopskiej historiografii. Druga zaś już czeka na lekturę - Kościuszko. Książę chłopów.
 

.
.
OCENA: 7/10 (bardzo dobra)

TYTUŁWojciech Bartosz Głowacki. Chłopski bohater spod Racławic i Szczekocin
AUTORJan Lubicz-Pachoński
WYDAWNICTWOPaństwowe Wydawnictwo Naukowe
MIASTO: Kraków
ILOŚĆ STRON: 208
 ROK WYDANIA: 1987
STEMPEL CENZORSKI: A-11-1072
 
egzemplarz ocalony przed utylizacją


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

JAN LUBICZ-PACHOŃSKI - WOJCIECH BARTOSZ GŁOWACKI [wrażenia]

Od czasu do czasu trafiają się na rodzimym rynku wydawniczym takie książki, które przez wiele, wiele dekad są jedynym szerokim źródłem infor...