Od dwóch lat regularnie wracam do muzyki współtworzonej przez legendarny głos wokalisty Budki Suflera. Kiedy w lutym 2024 roku wpadłem na rozmowę Marcina Kusego z Krzysztofem Cugowskim, absolutnie i nieodwołalnie wpadłem w króliczą norę, wypełnioną tematem muzyki współtworzonej przez zasłużonego lublinianina. Twórczość Budki zawładnęła mną wówczas nieodwracalnie. Trochę dzięki nowościom, które serwuje nestor rodu Cugowskich, ale głównie wszystko oparte jest o nostalgię uruchomioną dzięki pewnej składance, na której wydawca zamieścił utwór Młode lwy, a o której skrobnąłem już co nieco w poprzednim wpisie. Po pogadance duetu Kusy/Cugowski dla potrzeb Pierwszego Programu Polskiego Radia, pognałem po album 50/70 Moje najważniejsze i absolutnie oniemiałem. Do dziś towarzyszy mi to samo uczucie, kiedy odpalam krążek z koncertem i wjeżdża przerwa na Kluski postraszone oranżadą - utwór z solowej płyty Jacka Królika - gitarzysty Zespołu Mistrzów.
Kiedy wróciłem z Empiku z albumem i odpaliłem ten live, byłem absolutnie przekonany, że na scenie uwija się Dream Theater. Mocno, metalowo, technicznie i naprawdę głośno. Instrumentalnie nie da się lepiej.
Jednak książki napisanej przez Marka Sierockiego się obawiałem. Mając za sobą wielokrotny odsłuch rozmowy Marcina Kusego i wgrany w mózg jej nurt, flow, podświadomie wiedziałem, że "przecież nikt już w taki sposób z Cugowskim nie pogada" i każdy następny długi wywiad nie będzie już tak nakręcający, bo może i "gwiazda" da radę ciekawie opowiadać, ale żeby "gwiazda" złapała większą chęć, pytający też musi być zaangażowany jakoś mocniej. I nie chodzi mi wcale o "dobry dzień" pytającego i zaangażowanie, jakie pojawia się po pięciu wypitych kawach; prowadzący powinien być trochę fanem twórczości 'gwiazdy", z którą przyszło mu rozmawiać. I kiedy już zabierałem się czytanie Śpiewanie mnie nie męczy, na YouTube wyskoczył podcast Marka Sierockiego, który zaprosił do pogadanki... Krzysztofa Cugowskiego. Obaj panowie zrobili to spotkanie jakby w ramach reklamy tej właśnie książki. I wyszło wszystko naprawdę zachęcająco. Wziąłem się za czytanie i...
...odetchnąłem z ulgą. Bo się okazało, że Marcin Kusy jakby wstrzelił się ze swoją rozmową idealnie w czas kończenia prac nad książką Sierockiego. Więc albo miał możliwość wcześniejszego przeczytania wywiadu-rzeki i pokierowania rozmową w odpowiednim stylu i kierunku, albo Krzysztof Cugowski znakomicie odwzorował charakter spotkań z Markiem Sierockim, przedłużając na to radiowe spotkanie swoje zaangażowanie z czasów pracy nad rozmową-rzeką. Moje wrażenia z lektury są absolutnie prima sort. Ostrzegam: nie jest to biografia Krzysztofa Cugowskiego; nie jest to tym bardziej biografia Budki Suflera. Oczywiście wspomnienie lat szczenięcych i choćby katowanie sąsiadów oktawami dźwięków pianina, którą to naukę Krzysztof - ku zachwycie mamy - uskuteczniał - jak się okazało - "bez miłości" do tego instrumentu, pojawia się na kartach tej książki. Są to jednak bardziej wtręty, szkice, zarysy sytuacji niż dogłębne - biograficzne właśnie - badanie tematów. Najbardziej wartościową dla mnie biografią w formie wywiadu-rzeki nadal pozostaje niedościgniona rozmowa Rafała Księżyka z Tymonem Tymańskim i ich wspólne AD/HD.
Książkę czyta się jak spotkanie dwóch znajomych (ewentualnie fana z idolem), którzy przy lekkim pilsie wspominają najważniejsze elementy z kariery Krzysztofa Cugowskiego. Lwia część rozmowy dotyczy tematów muzycznych. Życie prywatne u boku dwóch żon i trzech synów zostało ledwie muśnięte, delikatnie wspomniane. Bo siedemdziesięciu lat życia artysty nie da się zamknąć na 230. stronach, tym bardziej, że pojawił się też, niestety, motyw zapchajdziury. A ową zapchajdziurą są w tym przypadku kompletnie jałowe, zbędne, w gruncie rzeczy niepotrzebne rozmowy z osobami z zawodowego otoczenia Krzysztofa Cugowskiego. Pytania Marka Sierockiego w tej sekcji są tak infantylno-nudne, że przez moment ta książka zamieniła się mocno w wywiad-rzekę ze Stanisławą Celińską. To naprawdę wygląda tak, że Sierocki nie spotkał się z muzykami Zespołu Mistrzów. Wysłał im pytania mailem, poprosił o odpowiedzi a wydawca wydrukował to w książce. To menadżer Maciej Durczak jest autorem tytułu solowej płyty Cugowskiego i to rzeczywiście ciekawostka, którą warto odnotować.
Zabieg z drukowaniem co pięć stron dwóch zdań słoniową czcionką jest żartem z czytelnika. Pisałem już o "pompowaniu" papierowych wydań książek, ale z takim sposobem na zapełnianie stron spotkałem się pierwszy raz. Jaki jest cel tych działań? Czy muzyczna kariera Krzysztofa Cugowskiego jest tak mało absorbująca, żeby porywać się na coś takiego? Zabrakło tematów? Marek Sierocki poczuł się znużony pracą nad przepisywaniem i redagowaniem odpowiedzi Cugowskiego? Wydawca aż tak cisnął z terminem? Rozumiem, że trzeba było zdążyć na premierę płyty pt. Wiek to tylko liczba, ale bez przesady! Pandemia i tak opóźniła prace nad książką i wywiad ów miał się ukazać na długo przed najnowszym solowym dokonaniem Krzysztofa. A tu się okazało, że płyta ukaże się z półrocznym opóźnieniem, a z książką i tak trzeba było na łeb, na szyję zapierdalać. Odczuwam z tego faktu najzwyczajniej w świecie delikatny niedosyt.
.
.
OCENA: 7/10 (bardzo dobra)
TYTUŁ: Śpiewanie mnie nie męczy. Sierocki rozmawia z Cugowskim
AUTOR: Marek Sierocki / Krzysztof Cugowski
WYDAWNICTWO: Harde
MIASTO: Warszawa
ILOŚĆ STRON: 288 + 16 stron wkładki ze zdjęciami
ROK: 2024
CENA: 32 zł
egzemplarz kupiony w Empiku



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz