Sięgając po najstarszą książkę z mojego księgozbioru (wyd. 1949), nastawiałem się na to, że wyciągnę trochę wszystkich tych szczegółów, które łączą wielkiego genuańskiego skrzypka - Mikołaja Paganiniego z wielkim krakowskim bardem-poetą - Maciejem Maleńczukiem. Potępienie Paganiniego pojawiło się na mojej półce dzięki Panu Maleńczukowi właśnie. To Pan Maleńczuk poświęcił swego czasu spory fragment autorskiego poematu (Chamstwo w Państwie) postaci Niccolo Paganiniego. Poemat ów był drugim momentem w moim życiu, kiedy to spotkałem się z postacią włoskiego skrzypka - a było to gdzieś w 2006 roku, gdy mozolnie zaczynałem kolekcjonowanie oryginalnych wydawnictw z twórczością Maleńczuka. Natomiast absolutnie pierwsza styczność z twórczością tego, który na wielkim Guarnerim zagrać umiał wszystko, nastąpiła jakoś w 2000 roku przy okazji premiery filmu w reż. Olafa Lubaszenko pt. Chłopaki nie płaczą.
