Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kat. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 marca 2024

MATEUSZ ŻYŁA - PIEKŁO I METAL. HISTORIA ZESPOŁU KAT [wrażenia]

Z początkiem grudnia 2023 uporałem się z nieautoryzowaną biografią zespołu Kat autorstwa Mateusza Żyły. Pisanego materiału jest w tej pozycji zatrzęsienie, dlatego też postanowiłem dać sobie trochę czasu na ochłonięcie po lekturze, by w spokoju zebrać  wrażenia, jakie zostawiła we mnie owa biografia. Jest to historia nieoficjalna, ponieważ najzwyczajniej w świecie nie miał kto dać jej swej autorskiej pieczęci... W momencie premiery Roman Kostrzewski już nie żył, a Piotr Luczyk dogorywa w swym zatwardziałym zacietrzewieniu i manii wielkości. Ale tak to z reguły się dzieje, gdy ego masz wyjebane w kosmos i nie zbaczasz z twardo obranej drogi nawet na centymetr, widząc ciągle w szukaniu jakiegokolwiek porozumienia permanentny zgniły kompromis. Pobawię się w proroka - otóż pewnego dnia nadejdzie moment, gdy Piotr Luczyk podzieli los Romana Kostrzewskiego - mianowicie umrze, a dzieła tego dokona nieubłagana biologia. I to nie jest wróżenie. Jestem prorokiem i podobnie jak Maciej Maleńczuk - przewiduję przyszłość.
 

czwartek, 30 listopada 2023

MATEUSZ ŻYŁA. Literackie poletko doktora nauk

Biografia Kata pióra (klawiatury) Mateusza Żyły pochłonęła mnie w listopadzie na maksa. Miałem jej teraz nie czytać, bo od września zatopiony jestem w świecie Jakuba Franka, którego losy pieczołowicie nakreśliła nasza najmłodsza Noblistka. Czarowi pięknie wydanej książki o naszym metalowym dobru narodowym uległem po tym, kiedy otrzymałem ją pocztą od redakcji metalnews.pl w ramach organizowanego przez nich konkursu we współpracy z wydawcą - SQN. Przejrzałem - duża, opasła (jakieś 650 stron), ale masa zdjęć zasugerowała mi, że lektura nie powinna być jakoś przesadnie długa. Na wstępie stwierdziłem, że ilość ozdobników i fotek sprawia wrażenie, że tekstu nie jest jakoś dużo. O, losie! Jakież to złudzenie optyczne mnie dopadło! Tekstu tak naprawdę jest całe mrowie, niezbyt wielka czcionka, a na dodatek perypetie związane z każdą kolejną płytą Kata Mateusz opisał tak, że po prostu nie sposób w trakcie czytania nie włączyć sobie płyty, o której świecie i czasach właśnie czytamy.

czwartek, 5 maja 2022

"LUFT" - druga część cyklu o żywiołach autorstwa Romana Kostrzewskiego

Migoce znicz oraz Nadija Radija - oto dwa tytuły, które do dziś nęcą fanów twórczości Kostrzewskiego  swą niedostępnością i niemożnością odsłuchania; naturalnie oprócz tych wszystkich słuchaczy, którzy dawno, dawno temu zdecydowali się na kupienie płyty w przedsprzedaży. Romana już nie ma, plastikowego krążka nie ma, utworów (które jeszcze miały wylądować na płycie) nie ma; tych, które puszczono po skrzynkach mailowych zresztą też nie ma... Dziwne to obecne czasy Internetu - o ile w 2004, 2005, 2006 roku w necie lądowały empetrójki wszelakich artystów, wszelakich albumów, kiedy strumień muzyki lał się internetowym kablem pod strzechami gospodarstw wyposażonych w modemy, to mam wrażenie, że od dobrych kilku lat coś niedobrego stało się ze słuchaczami i posiadaczami muzyki. Masy, naprawdę szerokie masy słuchaczy zachłysnęły się muzyką ze strimingu tak mocno, że zapanowało ogóle przekonanie o tym, że w czasach spotifajów i dizerów dostęp do muzyki jest nieograniczony. Cóż za z gruntu fałszywa ocena rzeczywistości!
 

czwartek, 1 lipca 2021

MATEUSZ ŻYŁA & ROMAN KOSTRZEWSKI - GŁOS Z CIEMNOŚCI [OPINIA]

Było morze, w morzu Kołek, a na Kołku był wierzchołek. Na wierzchołku siedział zając i nogami przebierając śpiewał tak: Było morze, w morzu Kołek... Choć nie każdy młodociany pasażer autobusu zmierzającego na wakacje to wie, ale gros młodzieży szkolnej śpiewało tę piosenkę... wkurwiając Naczelnego Satanistę RP. Z tego też powodu, gdy Roman miał 23 lata (1983) zmienił urzędowo nazwisko. Od tamtej pory nazywa się Kostrzewski. Cel przyświecający zmianie personaliów osiągnięty został. Pieśń kolonialna brzmi już zdecydowanie dziwacznie i po prostu bez Kołka to już nie to... Było morze, w morzu Kostrzewski, a na Kostrzewskim był wierzchołek. Na wierzchołku siedział zając i nogami przebierając śpiewał tak: Było morze, w morzu Kostrzewski... Kiedy o dostępie do Internetu mogłem sobie co najwyżej pomarzyć, nurtował mnie niemiłosiernie tekst, który Kostrzewski wyśpiewuje w Delirium Tremens. Głowiłem się po prostu, czy użyte słowa są wynikiem imaginacji autora, czy rzeczywiście Roman śpiewa historię swego życia.


(nierecenzja): Opowieść o dwóch miastach: ślady twórczości Macieja Maleńczuka w Krakowie i Wrocławiu

  Jakiś czas temu trafiła owa książka w moje ręce. Dwie okładki, bo otwierana z dwóch stron. Pięćdziesiąt parę stron części "czerwonej...