Felieton Studnia stalinizmu jako preludium do omówienia (oj,
zagalopowałem się: do opisania wrażeń po lekturze opowiadań) twórczości
Tadeusza Borowskiego. Pierwsze, co chcę zrobić, to z góry przeprosić autora
(felietonu oczywiście) za to, że poniżej umieszczam pełny tekst. Dlaczego to
zrobiłem? Dlaczego nie podałem tylko zajawki wypowiedzi i nie poproszę
czytelników, aby się ze Studnią stalinizmu zapoznali posiłkując oryginalnym źródłem?
Otóż Studnia stalinizmu – jak już wspomniałem –
jest felietonem. Żywotność felietonu jaka jest, każdy widzi – od jednego numeru
magazynu do następnego, i po pół roku o felietonie mało kto już pamięta. Taki
to dziwkarski charakter tego rodzaju pisania... niemalże jak z prostytutką:
wjeżdżasz z taką do lasu i tylko na chwilę zapamiętujesz twarz, bo przecież
najbardziej interesują cię dolne partie ukraińskiej kurtyzany, a i przygoda z nią trwa jakieś 30 minut. Identycznie
(przez chwilę) pamiętasz tekst felietonu i tak samo krótko masz do niego dostęp.
Przytoczony tekst Jerzego Pilcha dłużej dostępny był w
zbiorze felietonów Pociąg do życia wiecznego.



