To było przeznaczenie. Inaczej
sobie tego nie wytłumaczę. Kompletnie nie lubię fantastyki. Nie przeczytałem
nigdy żadnej fantastycznej książki, chodź kilka fantastycznych i wspaniałych
tytułów mi się trafiło. Lód zdobyłem za darmo. Cała sytuacja jawi mi jako coś
magicznego. Oto zostałem któregoś październikowego dnia dwa lata nazad wydelegowany do
posegregowania książek, które należałoby zutylizować, ponieważ albo od dekady
nikt ich nie wypożycza, albo są bardzo zniszczone. Wchodzę do komórki: ciemno,
chłodno... Przy latarce ze smartfona zabieram się za przeglądanie setek
książek. Jedna leży na piwnicznej półce samotnie. Biorę do ręki i widzę, że
twarda oprawa odkleiła się od stron. Ot książka w dwóch częściach. Wszystkie
strony trzymają się normalnie, jak to w klejonej książce. Jedynie gruba okładka
w całości „odeszła” od reszty. Wystarczyłoby po prostu troszkę kleju do papieru
by okładkę scalić na powrót z treścią.
Patrzę na tytuł: Dukaj. Lód.
Patrzę na tytuł: Dukaj. Lód.
