poniedziałek, 9 lipca 2018

RYSZARD KAPUŚCIŃSKI - CESARZ [RECENZJA]

Jakaś mania, przyjacielu, ogarnęła ten szalony i nieobliczalny świat, mania rozwoju. Wszyscy chcą się rozwijać! Każdy myśli, jak tu rozwinąć się, i to nie tak zwyczajnie, zgodnie z prawem bożym, że człowiek rodzi się, rozwija i umiera, ale rozwinąć się niebywale, dynamicznie i potężnie, rozwinąć się tak, żeby wszyscy podziwiali, zazdrościli, wymieniali, głowami kiwali. Skąd się to wzięło - nie wiadomo. Ludźmi owładnął jakiś owczy pęd, jakieś pazerne zaślepienie, bo dość, żeby na drugim końcu świata ktoś się rozwinął, a zaraz wszyscy chcą się rozwijać, zaraz napierają, szturmują, żądają, żeby ich też rozwinąć, żeby podnieść i zrównać, a wystarczy, przyjacielu, żebyś zaniedbał te głosy, a natychmiast masz bunty, krzyki, przewroty, negacje, frustracje...
Sięgając po ten tytuł z bibliotecznej półki zupełnie w ciemno, otworzyłem dokładnie na stronie z powyższym fragmentem - przeczytałem i pomyślałem: jak to możliwe, żeby Kapuściński umieścił w swojej książce moje słowa? 

niedziela, 1 lipca 2018

IGOR SYPNIEWSKI - zaSYPAny [RECENZJA]

Aktualnie w mojej domowej bibliotece stoją dwa tytuły od wydawnictwa Buchmann: Życie na zakręcie oraz opowieści (niezbyt ciekawej treści) autorstwa Grzegorza "Szamo" Szamotulskiego. O ile historyjki snute bez ładu i składu przez byłego bramkarza wicemistrzowskiej Legii Warszawa kompletnie mnie nie porwały (może oprócz całej historii spięć z "trenerem" Stefanem Majewskim), to treść i sposób jej przedstawienia we wspomnieniach Igora Sypniewskiego zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jest jeszcze na rynku autobiografia Andrzeja Iwana wydana przez to samo wydawnictwo, ale postać Iwana kompletnie mnie nie interesuje. Nie to pokolenie po prostu. To nie Andrzejem Iwanem zachłysnąłem się w 1996 roku jako dziesięciolatek. Na początku był Del Piero, a w Polsce śledzony "na żywo" w telegazecie z kumplami z podwórka mecz o mistrzostwo Polski pomiędzy Widzewem a Legią. Do dziś mam przed oczami siadającego z niemocy na dupę Szamotulskiego przy golu na 2:2. A Sypniewski?

niedziela, 24 czerwca 2018

PETER HOOK - JOY DIVISION OD ŚRODKA. NIEZNANE PRZYJEMNOŚCI [RECENZJA]

Jak stary jest zespół Joy Division? Tak stary, że nagrywali w czasach, gdy singlowe hity nie lądowały na albumach długogrających. Chcesz w staromodnym stylu posłuchać sobie Transmission z CD? Nie ma tego utworu na debiutanckim albumie. Szukaj singla. A może spodobał ci się numer Love Will Tear Us Apart? Nie ma go na Closer. Poszukaj gdzieś singla... albo odpal po prostu YouTube. Opowieść Petera Woodheada czekała na mojej półce jakieś dwa lata, zanim poczułem, że to właśnie ten moment, iż naprawdę chcę teraz przeczytać wspomnienia basisty. Zanim jednak ta pozycja znalazła się w salonie, musiałem ją gdzieś znaleźć. Wyszperałem ją jakoś w 2016 roku z kosza książkowego w Carrefour - tak, uwielbiam dyskonty, w których można wyhaczyć książki w bardzo niskich cenach i ta cena jest liczona za pełnowartościowy egzemplarz, a nie jakieś obszarpane coś. Żeby nie było, lubię też obszarpane książki, ale tylko wtedy, gdy mają na grzbiecie jakieś 40 lat.

sobota, 2 czerwca 2018

ANTONI DUDEK - PIERWSZE LATA III RZECZYPOSPOLITEJ 1989-1995

Gdyby to ode mnie zależało, w polskiej ustawie zasadniczej zwanej Konstytucją, znalazłby się zapis tożsamy do ochrony Flagi RP. Ów zapis dotyczyłby właśnie takich książek, związanych z historią Polski. "W telewizorze cały czas mówio" o tym, że program nauczania historii w polskich szkołach kończy się szkicowym zahaczeniem o  II Wojnę Światową, a ja znajduję dzieło Antoniego Dudka na wyprzedaży bibliotecznej za złotówkę. Jaki los czekałby tę książkę, gdybym jej nie zabrał? Oczywiście zostałaby zutylizowana. Na takie książki może reaguję nieco mocniejszym pobudzeniem, ponieważ narodziny III Rzeczypospolitej to jeden z głównych tematów, które jakoś mocniej mnie interesują. Ja bardzo dobrze wiem, dlaczego akurat tego wydania pozbyto się z biblioteki. Otóż prof. Antoni Dudek na przestrzeni lat sukcesywnie uaktualniał owy tytuł. Z całą stanowczością uważam jednak, że temat książki motywuje do tego, by nie pozbywać się wcześniejszych wydań. Dlaczego?

niedziela, 20 maja 2018

ZAMEK KRÓLEWSKI W WARSZAWIE [POLSKIE TOWARZYSTWO TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZE]

Jako humanista goniony nostalgią (tak, przekroczyłem trzydziestkę), lubię szperać w kartonach na targach staroci. Wynajduję tam głównie płyty CD oraz książki, które były w moim domu elementem wystroju salonu. Przeprowadzka, jeden i drugi i trzeci remont, i się okazało, że te książki mojej matce zaczęły przeszkadzać - "bo takie brzydkie, a salon nowy". Z roku na rok było ich w domu coraz mniej, aż wreszcie zostały brutalnie wyrzucone. Do dziś szukam biografii Kazimierza Wielkiego - jak na razie bezskutecznie. Na sobotnim, majowym targu dorwałem się do kartonów z książkami. Moją uwagę przykuł zestaw pocztówek podpisany: Zamek Królewski w Warszawie.

środa, 16 maja 2018

JANUSZ GŁOWACKI - PRZYSZŁEM, CZYLI JAK PISAŁEM SCENARIUSZ O LECHU WAŁĘSIE DLA ANDRZEJA WAJDY

Gdy wkładałem tę książkę do biedronkowego koszyka, trzej bohaterowie z okładki żyli, tworzyli i mieli się zupełnie dobrze. Gdy zabrałem się do czytania, z tegoż panteonu pozostał tylko Lech Wałęsa. Autor scenariusza zmarł na wakacjach w Egipcie, a reżyser tworzył swój kolejny film pt. Powidoki. Obaj odeszli w pełni sił witalnych. Gdy zobaczyłem w koszu pełnym książek tytuł Przyszłem..., nie mogłem książki przewertować, ponieważ była zafoliowana. Zafoliowana, nowa książka za 5 zł! Zajawka z tylnej okładki mi wystarczyła: 

Czarny humor miesza się w tej opowieści z czarną rzeczywistością, tragedia z groteską, prawda z fikcją, a PRL z wolną Polską. Mieszanka piorunująca. Warto porównać z filmem.

Zrobiłem na odwrót: film porównałem z książką.

środa, 2 maja 2018

HENRYK NIEWIADOMSKI - ŚWIAT WEDŁUG DZIADA [RECENZJA]

W roku 2004 po obejrzeniu w telewizji TVN odcinka serialu Alfabet Mafii z Dziadem w roli głównej, dołączyłem do grona osób, które słysząc pseudonim "Dziad", mimowolnie dodawały "funkcję" Henryka N. - "szef mafii wołomińskiej". Potęgę telewizji doceniłem jednak niedawno. Gdy były premier Jarosław Kaczyński przedstawiał po raz pierwszy kandydata na prezydenta przed dziesiątkami kamer na specjalnie pod tę "uroczystość" zorganizowanym zjeździe partii, słysząc personalia Andrzej Duda i chwilę później widząc kandydata na prezydenta "przemawiającego do narodu", nie ukrywam - dość głośno się zaśmiałem. Zaśmiałem i jeszcze bardziej utwierdziłem w przekonaniu, że jednomandatowe okręgi wyborcze, o których już coraz mniej powtarza rockman Kukiz, to po prosu pic na wodę. Przykład kandydata "z dupy" i fakt, że tym prezydentem został, potwierdza jedno przypuszczenie graniczące z pewnością - 

(Moje) 25 lat z zespołem Ocean

Szukając pewnych informacji w temacie Macieja Maleńczuka - mojego Idola Idolów - natrafiłem na ciekawą i zarazem przedziwną książkę pełną ro...