Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reportaż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 maja 2026

SEBASTIAN KELLER - NIEBO. PIĘĆ LAT W SEKCIE [wrażenia]

Nie była to ciągle wyskakująca i co rusz pojawiająca się gdzieś reklama; nie był to nachalny "wewnętrzny" głos nakazujący mi kupienie tej książki. Wydaje mi się, że nie zostałem też "opętany" na chwilę przez "diabelskiego" ducha z ruin zboru Niebo, jednak jakaś siła zawładnęła na moment moimi "potrzebami", by w końcu doprowadzić do tego, że kupiłem książkę Sebastiana Kellera. Bo zaczęło się niby niewinnie od pogawędki Karola Paciorka z Tomaszem Kotem. Obaj panowie tymże podcastem zareklamowali serial HBO pt. Niebo. Rok w piekle. I niby sobie podywagowali jak dziennikarz z wybitnym aktorem, jednakowoż w jakiś podskórny sposób czułem że Tomasz Kot nie bardzo chciał wyjść z roli serialowego Piotra. Coś na zasadzie: "Ta rozmowa to tylko forma promocji serialu, ale pokaże Wam - widzowie i Tobie, drogi Karolu - coś więcej". Wiadomo (a może właśnie nie do końca?!), że Tomasz Kot pojawił się w Imponderabiliach jako on sam - Tomasz Kot z Legnicy. 
 

środa, 1 kwietnia 2026

KATARZYNA TUBYLEWICZ - NIE CZEKAM NA SZKLANKĘ WODY [wrażenia]

Mama Małgosia kupiła, córka Zuza pomachała książką przed kamerą i takim oto sposobem dzięki Zaksiążkowanym (i w sumie Literackim) zdecydowałem się na wypożyczenie Nie czekam na szklankę wody z lokalnej biblioteki. O dziwo książka znajduje się (już) w katalogu miejscowej wypożyczalni, mimo tego, że jest stosunkowo nowa (wyd. 2025), a z nowymi pozycjami z gatunku literatury faktu w bibliotecznych filiach w moim mieście różnie bywa. Z reguły świeżo wydane reportażówki trafiają tam bardzo, bardzo rzadko. Gdy próbowałem w połowie lutego br. wypożyczyć Niebo. Pięć lat w sekcie, musiałem kupić egzemplarz na własność, by móc zaznajomić się z prawdziwymi perypetiami serialowego Sebastiana. Reportażu (pitawalu) Tomasza Patory nadal w mojej bibliotece nie ma. Katarzyna Tubylewicz - Szwedka z Warszawy / Warszawianka ze Szwecji - przygotowała dla Wydawnictwa Czarnego esej o świadomej niedzietności, bo że to nie jest reportaż, czytelnik dowiaduje się bardzo szybko.

niedziela, 16 listopada 2025

TOMASZ PATORA - ŁOWCY SKÓR [wrażenia]

Reportaż (u)znanego dziennikarza związanego z telewizją n i programem Uwaga jest książką, którą w bieżącym roku czytałem najdłużej. I to wcale nie dlatego, że się opowieść jakoś dłużyła - wręcz przeciwnie. Po pierwsze nie chciałem (jak w przypadku Lodu Jacka Dukaja), by strony tekstu przelatywały zbyt szybko, chciałem pobyć trochę dłużej w tym świecie; po drugie dawkowałem sobie tę historię, niby przez strzykawkę - tak, jak pacjentowi podaje się lek - powoli, bez zbędnego pośpiechu , ponieważ podanie zbyt dużej dawki lub prawidłowej ale za szybko - zabija. Trafiłem na swego rodzaju krzyżowy ogień tematyczny: lekturę reportażu przeplatałem co jakiś czas (wracając do niego regularnie) serialem dokumentalnym Łowcy skór (HBO Max). Obraz łódzkiego pogotowia z centrali przy ul. Sienkiewicza po-ra-ża. Opisana historia przypomina coś na kształt eksperymentu dra Zimbardo, tyle, że w Łodzi nie było eksperymentu, a realne warunki normalnego, codziennego funkcjonowania placówki ratującej życie.
 

wtorek, 23 lipca 2024

IZA KLEMENTOWSKA - MINUTY. REPORTAŻE O STAROŚCI [wrażenia]

W sumie nie wiedziałem, czego się po tym reportażu spodziewać. Tytuł mówi wszystko; dodatkowo zjawisko autorka opisuje z perspektywy Polski i (na szczęście) temat eutanazji został ograniczony w tej książce do minimum - co chwalę, bo opisywanie nielegalnej w Polsce praktyki zabijania ludzi byłoby u nas swego rodzaju społecznym since-fiction - czymś absolutnie jeszcze nie do pomyślenia - podobnie jak małżeństwa jednopłciowe, związki partnerskie, wprowadzenie euro, czy pozyskiwanie energii z elektrowni atomowych... Śpiewka przyszłości, bajeczka dla przyszłych pokoleń - coś jak dla naszych rodziców i dziadków rozpad ZSRR i ekonomiczny wolny rynek: na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka marzenia nie do spełnienia... Minuty zobaczyłem kiedyś zupełnym przypadkiem, jak zachwalała je pani Ania z Czytam i piszę. Był to strzał zupełnie w ciemno. Książka znalazła się u mnie tylko dzięki pani Ani... no i oczywiście dzięki urodzinom, bo dostałem ją w prezencie. Czy bym ją sam sobie kupił? Pewnie tak, ale zdecydowanie w ramach jakiejś wyprzedaży.
 

czwartek, 1 grudnia 2022

FILIP SPRINGER - MIEDZIANKA. HISTORIA ZNIKANIA [wrażenia]

Z czym kojarzy się miejscowość Wołowiec? Na początku szukałem tam rozpoznawalnego (dzięki nazwie miejscowości) na skalę ogólnopolską zakładu karnego. Ale więzienia tam nie ma. Więzienie jest w Wołowie. A co jest w Wołowcu? Polska literatura. Wydawnictwo Czarne, które rezyduje w Wołowcu właśnie, swoją rozpoznawalnością i kojarzeniem nazwy również znalazło sposób na ciekawy PR. Otoczona Tatrami malutka mieścina, zimą malownicza i lekko niedostępna, a w niej mieszkający (nawet zimą) Andrzej Stasiuk. W Wołowcu wydają także dwaj równie rozpoznawalni tenorzy rodzimego reportażu: Filip Springer oraz ten, który kiedyś w każdą niedzielę o godz. 22.00 lądował helikopterem na dachu siedziby Polsatu - Mariusz Szczygieł. Chęć na Miedziankę miałem od czasu, kiedy przeczytałem urodzinowy egzemplarz 13 pięter. Miałem już nawet pdf'a z "Miedzianką" na telefonie, bo w sumie nie można każdej książki mieć na własność w papierowym wydaniu. Domowa biblioteczka to przecież nie miejska biblioteka z kilkoma filiami. A metraż ogranicza nawet miejskie biblioteki.

środa, 3 sierpnia 2022

BOGUSŁAWA LATAWIEC - PUSTA SZKOŁA [wrażenia]

Biorąc ten zbiór opowiadań z parkowej budki na książki, od razu moją uwagę przykuł rzecz jasna rysunek na okładce. Bo co to niby jest? "Polska w ruinie z przygniecioną, rozerwaną na strzępy flagą"?; a może "Rozpiździona klasa w szkole z połamanym wszystkim, co się tylko da", jak w Powidokach przed wystawą studenckich obrazów? No to rozwiewam - Prześlizgnęła się wzrokiem po ogromnym rusztowaniu ze stołów, krzeseł, tablic i koszy na śmieci zbudowanym na podeście drugiego piętra, jakby nie było w nim niczego nadzwyczajnego, jakby stało tam od dawna, od zawsze. (...) Przez rumowisko na podeście przedziera się Jaga. (...) Jaga należy do ludzi co to zawsze wszystko muszą zobaczyć na własne oczy, stwierdzić osobiście. (...) niebezpiecznie chwieje się teraz na samej górze stosu z krzeseł i stołów, na jakimś niezbyt pewnie stojącym meblu. Strąciła metalowy kosz na śmieci. Sypią się ogryzki, zgniłe jabłka, kule papieru, spleśniały chleb, stare trampki...
 

poniedziałek, 25 lipca 2022

GRZEGORZ GŁUSZAK - 25 LAT NIEWINNOŚCI. SPRAWA TOMKA KOMENDY [wrażenia]

Książka dziennikarza telewizji n była i dla autora i dla mnie niejako podsumowaniem całej sprawy walki o uniewinnienie Tomasza Komendy; sprawy, która nie schodziła z programowej oferty reportaży programów Uwaga! i Superwizjer; sprawy, której sześć programów poświęconych Komendzie oglądałem na żywo od dechy do dechy, a po wyroku Sądu Najwyższego z 16 maja 2018 raz za razem odtwarzałem je sobie wciąż na nowo i na nowo - wszystkie w kolejności publikowania na antenie TVN-u: 25 lat za niewinność, Utracona młodość Tomasza Komendy, Jestem gotowy na wolność, Nowe życie Tomasza Komendy, Jak z Tomasza Komendy zrobiono mordercę i wreszcie rozmowa Tomasza Komendy z redaktorem Juliuszem Kaszyńskim w studiu Superwizjera dwa tygodnie po odzyskaniu wolności...

Gdy książka Grzegorza Głuszaka była już dostępna w księgarniach, ja nadal po raz kolejny i kolejny powtarzałem sobie seanse z materiałami TVN-u - tym razem uzupełnione o reportaż pt. Kod zbrodni z 2006 roku, z czasów, kiedy nikt nawet nie śnił o tym, że skazany we wszystkich instancjach Tomasz Komenda jest osobą niewinną zarzucanych mu czynów...

wtorek, 10 listopada 2020

LEOPOLD TYRMAND - "DZIENNIK 1954. WERSJA ORYGINALNA" [OPINIA]

Dziennik 1954 autorstwa Tyrmanda występuje dziś w dwóch wersjach wydawniczych, tak jak upływ czasu dał czytelnikom dwóch Leopoldów Tyrmandów - tego do połowy lat 70. XX wieku i tego drugiego, po roku 1974. Pierwsze wydanie zapisków pojawiło się w Londynie w 1980 roku. Autor pisał w przedmowie pierwszego wydania: ...niniejsza książka zawiera całość dziennika, nienaruszoną przez względy edytorskie, rozterki moralne, polityczne konieczności, towarzyskie koneksje... No i dupa, Jasiu, karuzela, jak to się kiedyś mówiło. Leopold Tyrmand pierwszą wersję skierowaną do wydania ponad ćwierć wieku po napisaniu cyzelował, obrabiał, wylizywał, zmieniał niektóre sądy, z niektórych się wycofywał, etc. Wydawnictwo Tenten, puszczając na rynek w 1995 roku nienaruszony tekst dziennika, zrobiło kawał wspaniałej roboty. I to właśnie tę wersję (oryginalną) polecam do czytania. Dodatkowo całość została uzupełniona obszernym wstępem Henryka Dasko, który w zgrabny sposób nakreślił koleje losów polskich, europejskich, wreszcie amerykańskich pisarza, redaktora, entuzjasty jazzu, któremu Sejm RP poświęcił 2020 rok.

sobota, 31 października 2020

Teraz czytam: LEOPOLD TYRMAND - "DZIENNIK 1954. WERSJA ORYGINALNA"

Jak wygląda strajk związany z naruszeniem niemal trzydziestoletniego polskiego kompromisu aborcyjnego, widać z telewizora i Internetu. Główne hasło strajkujących kobiet: "WYPIERDALAĆ". Trzeba przyznać, że jest dosadne, ale przede wszystkim bardzo nośne i łatwe do skandowania. Kilkadziesiąt lat temu pisarz i dziennikarz, któremu polski Sejm poświęcił mijający właśnie rok, także w sposób dosadny wypowiadał się na na kartach swoich zeszytów - w których spisywał szufladowy dziennik - na temat przerywania ciąży. Nadszedł całkiem dobry moment, by przypomnieć poglądy aborcyjne gościa, który swoją moralną postawą doprowadzał środowisko ówczesnych warszawskich intelektualistów do szewskiej pasji. Prawicowych utopijnych moralitetów tutaj nie uświadczymy. Podejście do zagadnienia jest bowiem tak stare jak świat:

czwartek, 16 kwietnia 2020

(nierecenzja): NIETYKALNI. REPORTAŻE ROKU 1999 - Gazeta Wyborcza

To kolejna z książek odratowanych za złotówkę z przybibliotecznej  półki, na której z reguły lądują pozycje przynoszone przez czytelników. Łup z czasów, gdy biblioteki nie były zamknięte z powodu obstrukcji związanej z Sars-Covid19. Najpierw zupełnym przypadkiem wyhaczyłem tę książkę w parkowym domku dla książek. Usiadłem sobie wśród przyjemnych wrześniowych cieni drzew i przewertowałem pierwsze strony owego zbioru reportaży. Po pierwsze świetny wehikuł czasu, bo reportaże pisane były w 1999 roku. Także można skonfrontować tekst z perspektywy minionych dwóch dekad. Traf chciał, że pierwszym reportażem była opowieść pań - Anny Binkot i Joanny Szczęsnej pt. Stal się leje, moc truchleje - o Salonie Niezależnych - czyli połączonych siłach Jacka Kleyffa - Janusza Weissa i... tego trzeciego. Siedziałem na tej ławeczce i jednym tchem pochłonąłem niemal 40 stron. Wpis o Salonie nadal wisi na blogu. Wreszcie odkopuję się z nadmiaru lektur styczniowo-lutowych, których zacząłem jednocześnie zbyt dużo. Stąd też mojej blogowej aktywności w pierwszym tegorocznym kwartale jak na lekarstwo.

czwartek, 12 września 2019

SALON NIEZALEŻNYCH: Jacek Kleyff, Janusz Wiess i... ten trzeci.

W 1996 roku z kolegą jechałem autobusem na swój pierwszy  film do lokalnego kina. To był Kosmiczny mecz. Miałem 10 lat. Pojechałem ulgowym, ale bez legitymacji i kanar nas sczaił. Od wymierzenia mandatu odstąpił. W tymże Kosmicznym meczu grał Jordan. Michael Jordan. Dla młokosa lat 1995 - 1997 Jordan to był ten koszykarz z Chicago Bulls, co to mistrzostwa zdobywał seryjnie. Kiedyś nawet uknuło się takie powiedzenie: Jordan, Rodman, Pippen + jakichś dwóch i można mistrzostwa zdobywać. Tak mam z Salonem Niezależnych: Kleyff, Wiess i ten trzeci właśnie: Michał Tarkowski, który absolutnie nic mi nie mówi, bo jakoś zlokalizować go w polskim środowisku medialnym XXI wieku jest mi niezwykle trudno. I to nie jest moja wina, że pan Wiess z panem Kleyffem jakoś bardziej wtopili się w telewizyjną popkulturę nowego wieku.

piątek, 16 listopada 2018

MARTA ABRAMOWICZ - ZAKONNICE ODCHODZĄ PO CICHU [RECENZJA]

Biorąc ten reportaż z bibliotecznej półki, naprawdę spodziewałem się  odpowiedzi na pytania, które chcemy czy nie, wciąż i wciąż nurtują świat świecki. Czy nurtują i mnie? Wielkiego parcia na bardziej szczegółowe zaznajomienie się z tematem jakoś nie odczuwałem. W tym momencie to książka wybrała mnie, a nie ja książkę. Obszerna zajawka z tyłu okładki przekonała mnie do wypożyczenia tego tytułu. Niestety (a może jednak stety?) przy nabijaniu książki na kartę kompletnie nie zwróciłem uwagi na patronów medialnych tejże publikacji. A w tamtym miejscu jak zwykle sporo firmowych znaczków, dzięki którym wiemy, jakie instytucje przyczyniły się do promowania tematu i tej książki. Jest tam i Kongres Kobiet i Feminoteka. Gdy spostrzegłem napis "patronat / matronat" prawie dostałem wylewu i poczułem lekkie drgawki. Kto, do jasnej cholery pisze o matronach medialnych? Nic nie poradzę, że takie słowotwórstwo daje mi raka. Już wiemy z czym będziemy mieć do czynienia? Tak! Z feministycznym podejściem do tematu hierarchii i uległości w instytucji kościoła katolickiego.

poniedziałek, 9 lipca 2018

RYSZARD KAPUŚCIŃSKI - CESARZ [RECENZJA]

Jakaś mania, przyjacielu, ogarnęła ten szalony i nieobliczalny świat, mania rozwoju. Wszyscy chcą się rozwijać! Każdy myśli, jak tu rozwinąć się, i to nie tak zwyczajnie, zgodnie z prawem bożym, że człowiek rodzi się, rozwija i umiera, ale rozwinąć się niebywale, dynamicznie i potężnie, rozwinąć się tak, żeby wszyscy podziwiali, zazdrościli, wymieniali, głowami kiwali. Skąd się to wzięło - nie wiadomo. Ludźmi owładnął jakiś owczy pęd, jakieś pazerne zaślepienie, bo dość, żeby na drugim końcu świata ktoś się rozwinął, a zaraz wszyscy chcą się rozwijać, zaraz napierają, szturmują, żądają, żeby ich też rozwinąć, żeby podnieść i zrównać, a wystarczy, przyjacielu, żebyś zaniedbał te głosy, a natychmiast masz bunty, krzyki, przewroty, negacje, frustracje...
Sięgając po ten tytuł z bibliotecznej półki zupełnie w ciemno, otworzyłem dokładnie na stronie z powyższym fragmentem - przeczytałem i pomyślałem: jak to możliwe, żeby Kapuściński umieścił w swojej książce moje słowa? 

poniedziałek, 22 stycznia 2018

FILIP SPRINGER - 13 PIĘTER [RECENZJA]

266 stron fantastycznej analizy tematu braku mieszkań w granicach możliwości uboższej i najuboższej warstwy polskiego społeczeństwa i cztery strony, które obniżyły moją ocenę tego reportażu. Jednak najpierw był grom z nocnego nieba. Jakieś dwa miesiące temu trafiłem na audycję Trójki  pt. Klub Trójki. 50-minutowa audycja odbyła się dzień przed oficjalną datą wydania Trzynastu pięter - 11 sierpnia 2015 roku. To, w jak fantastyczny sposób poprowadził rozmowę redaktor Michał Nogaś i jak sprawnym mówcą jest Filip Springer po pierwszym wysłuchaniu wgniotło mnie w łóżko (bo audycji słuchałem do snu). 
Doszło do tego, że owej audycji do snu słuchałem co drugą noc. W końcu postanowiłem kupić książkę Filipa Springera. To kolejna pozycja, którą sobie dawkowałem. Gdybym się rozpędził, połknąłbym 13 pięter w dwa popołudnia. 


(Moje) 25 lat z zespołem Ocean

Szukając pewnych informacji w temacie Macieja Maleńczuka - mojego Idola Idolów - natrafiłem na ciekawą i zarazem przedziwną książkę pełną ro...