Gdyby cały świat tu na kolanach przysiągł mi złudzenie, ja jeszcze wyrzeknę - "Jest wielka Tajemnica!". Wiara nigdy nas nie myli. W co wierzymy - to jest.
A gdyby nie było, to by wiara stworzyła.
- "O wierze" - Robert "DELIRA" Jaworski.
Autorzy podjęli ciekawą próbę opisu czasów Jezusa w polityczno-społecznych uwarunkowaniach panujących na ok. wiek przed najsłynniejszymi narodzinami w Betlejem, podążając skrupulatnie po linii czasu aż do 3 r. p.n.e., kiedy to na judejskiej prowincji (w dzisiejszej Palestynie) pod nosem żydowskiego króla - Heroda Wielkiego - urodził się (pomimo rzezi niewiniątek) - Jezus (Jeszua) - "Pan jest zbawieniem". Naprawdę obrazowo pokazano w tej książce narodziny potęgi podbojów Imperium Rzymskiego, które (wówczas) od jakichś sześćdziesięciu lat trzymało krótko za twarz wszystkich galilejskich marionetkowych tetrarchów pokroju czy to Heroda Wielkiego, czy później jego syna - Heroda Antypasa.
Spędziłem z Zabić Jezusa praktycznie cały świąteczny kwiecień. Długo ta książka na mnie czekała. Wyszperałem ją w czerwcu 2018 roku w biedronkowym kartonie. Twarda oprawa, przyciągająca wzrok okładka, intrygująca tematyka, znakomita cena. Musiałem ją kupić, choć zupełnie wówczas nie wiedziałem kiedy i czy w ogóle ją przeczytam. Ale stało się. Jestem ukontentowany jej tematem. Mimo tego, że amerykańscy autorzy łopatą wykładają czytelnikom koleje losów Imperium Rzymskiego, nie jest to wcale aż tak zły pomysł: dzięki tak wielkiej onegdaj ekspansji Rzymu, do współczesnego języka przetrwało sporo powiedzeń z owych czasów - "Veni, vidi, vici" - wypowiedziane przez Juliusza Cezara; przekroczenie przez niego Rubikonu, znaki, dzięki którym wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, czy o "kościach, które zostały rzucone"... etc, etc.
O'Reilly i Dugard nie pozwalają też pomylić czytelnikom Decymusa Brutusa z Markiem Brutusem, który to pierwszy wraził ostrze sztyletu w ciało boskiego Juliusza. Samych pchnięć było kilkadziesiąt, a dźgali bez wyjątku wszyscy uwikłani w spisek senatorowie. Dwieście parę lat to kawał czasu. Jeśli weźmiemy jednak pod uwagę 21 wieków, to te dwa wieki są drobiną czasową i w sumie można pomylić sadystycznego Marka Antoniusza z Markiem Aureliuszem... Autorzy trzymają jednak klawiaturę na pulsie.
Przez cały czas irytował mnie tylko jeden element rodzimego wydania - związany z
polskim tłumaczeniem: z niewiadomych przyczyn (dobra, z wiadomych - obie formy na ten moment są w języku polskim poprawne)... Niemniej niemożebnie mnie drażnił fakt, że tłumacz i korekta dwojako
odmieniali "nazarejskie" fragmenty opowieści: w przypadku przymiotników mamy "zbocze nazaretańskiego wzgórza", "dach nazaretańskiego domu"; Jezus z Nazaretu nazywany jest natomiast konsekwentnie "Nazarejczykiem". Nazarejczyk to, Nazarejczyk tamto... (i tak ze sto razy w całej książce!) NAZARETAŃCZYK! Zdecydowanie wg wytycznych języka winno być Nazaretańczyk. Że dwie formy są poprawne? Nie klei mi się, że ktoś kiedyś w Biblii zastosował tak ciulową odmianę najsłynniejszego w dziejach świata mieszkańca Nazaretu i po dziś dzień kolejne pokolenia wydawców książek na rodzimym poletku powielają (wydaje się) bezrefleksyjnie Nazarejczyka, "bo tak się utarło, bo taki jest uzus, bo tak w Nowym Testamencie stoi"... Koniec miauczenia z mojej strony.
Czy jest to rzeczywiście "nowe spojrzenie na historię ukrzyżowania Jezusa" - jak czytamy na tylnej zajawce? Na pewno nie nowe, za to dużo, dużo mniej skoncentrowane na boskości Jezusa. Jest to w miarę typowa historyczna obyczajówka z mnóstwem polityki. Z kart tej książki wyłania się bardziej obraz Jezusa - człowieka niźli Jezusa-Boga. Bo choć Jezus wiódł życie w rodzinie "zwykłego" cieśli Józefa, to była to rodzina pobożnych Żydów, bardzo mocno nakierowana na to by "dzień święty święcić". Dzięki częstym, długim wizytom w kościele i niekończących się rozprawach teologicznych tamże, Jezus umiał czytać w dwóch językach - aramejskim i hebrajskim. (Na szczęście) więcej w tej publikacji stosunków obyczajowo-politycznych niż kazań, przypowieści i cudów dokonywanych przez Nazaretańczyka. Sposób prowadzenia narracji jako żywo przypomina mi wielkie dzieło Nikosa Kazandzakisa - Ostatnie kuszenie Chrystusa.
Dwóch spiskujących przeciw Rzymskiemu Imperium: Harvey Keitel jako Judasz Iskariota oraz Willem Dafoe w roli Jezusa - Ostatnie kuszenie Chrystusa (1988)
Czytając Zabić Jezusa miałem przed oczami, wypisz-wymaluj, sceny z filmu Martina Scorsese - te ciągłe przygotowania do rebelii przeciw Rzymowi, które w filmie i książce uskuteczniał Judasz z Kariotu. O'Reilly i Dugard również podkreślali fakt, że uczniowie Jezusa nie ogarnęli, o jakim królestwie prawi im Mistrz:
Jeżeli Jezus jest Chrystusem (namaszczonym ziemskim królem, który obali Rzymian i będzie rządził swoim ludem jako król Żydów, tak ja tysiąc lat wcześniej Dawid), w co wierzy Judasz, to pewnego dnia obali on rzymską okupację i będzie rządził Judeą. Pozycja Judasza jako jednego z dwunastu uczniów zapewni mu po nadejściu tego dnia najbardziej pożądaną, związaną z posiadaniem władzy rolę w nowym rządzie. Nie tylko Judasz pragnął królestwa na ziemi: Jakub i Jan pytają Nazaretańczyka, czy mogą być jego głównymi asystentami w nowym państwie, domagając się: "Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twojej stronie". Usłyszawszy to, pozostałych dziesięciu odczuwa złość. Podążają za Jezusem od ponad dwóch lat, porzucili swoje zawody, żony i niegdysiejsze pozory normalnego życia. Wszyscy uczniowie mają nadzieję, że zakosztują chwały, która nadejdzie po tym, jak Mesjasz pokona Rzymian. Piotr jest do tego stopnia przekonany, że Jezus użyje siły wojskowej, że szykuje się do zakupu miecza.
Grupa dwunastu obdartusów-rebeliantów marzących o senatorskiej władzy u boku swego guru - kadr z filmu Martina Scorsese
Ze zbrojnej rebelii nic nie wyszło. Marzenie Judasza brutalnie prysło. Rozrzucił w Świątyni jerozolimskiej trzydzieści srebrników - ekwiwalent czteromiesięcznej wypłaty - i powiesił się na przyświątynnym drzewie. Jak wyraził się Adaś Miałczyński - bohater filmu Baby są jakieś inne w reż. Matka Koterskiego, grany przez Adama Woronowicza: Kobiety towarzyszyły Jezusowi w drodze na Golgotę aż po krzyż. Z mężczyzn tylko Jan dotarł pod krzyż z własnej woli. Reszta spierdoliła.
Apostołowie zreflektowali się dopiero w Pięćdziesiątnicę, kiedy zbunkrowani od tak długiego czasu w Wieczerniku, gdzie zjedli z Jezusem ostatnią wieczerzę, dostąpili zesłania Ducha Świętego, nabierając odwagi na wyruszenie w świat, by głosić Dobrą Nowinę. Tylko św. Jan uniknął męczeńskiej śmierci w czasie ewangelizacji. Reszta apostołów, jak przedstawiają Dzieje Apostolskie, przypłaciła te wędrówki życiem. Wybronili swoje dobre imiona zarówno wśród wiernych kościołów chrześcijańskich, jak i u Nikosa Kazandzakisa, u Martina Scorsese, czy wreszcie w książce Billa O'Reilly i Martina Dougarda.
Na półce została mi ostatnia (jak na razie) fabularyzowana książka opisująca koleje losu Jezusa z Nazaretu - Mistrz. Życie Jezusa. Czekam tym samym do marca 2027 roku. Na kolejną Wielkanoc. Czy doczekam?
.
.
OCENA: 7/10 (bardzo dobra)
TYTUŁ: Zabić Jezusa. Opowieść historyczna
AUTOR: Bill O'Reilly, Martin Dugard
WYDAWNICTWO: Burda Książki
MIASTO: Warszawa
TŁUMACZENIE: Patryk Gołębiowski
ILOŚĆ STRON: 280
ROK WYDANIA: 2015
CENA: 5 zł.
egzemplarz kupiony w Biedronce



%20flanked%20by%20Peter%20(Victor%20Argo),%20Judas%20(Harvey%20Keitel)%20and%20the%20rest%20of%20the%2012%20apostles.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz