poniedziałek, 12 stycznia 2026

JAREK SZUBRYCHT - VADER. WOJNA TOTALNA (wydanie na 40-lecie) [wrażenia]

Nareszcie ukończyłem tę kobyłę. Były to miłe ostatnie tygodnie roku spędzone na czytaniu. W tym przypadku nie zadowoliłem się jednak samym pochłanianiem kolejnych stron. Zabranie się za wznowienie Wojny totalnej było dla mnie znakomitym pretekstem, by równocześnie gruntownie odświeżyć sobie dyskografię potęgi polskiego death metalu. Z pomocą w tym zadaniu pośpieszyła również redakcja Noise Magazine - Bartek Cieślak, Piotr Weltrowski i (gościnnie) autor książki, Jarek Szubrycht - którzy uwarzyli słuchaczom bardzo ciekawy, dogłębny i (co najważniejsze) merytoryczny materiał dot. opasłej dyskografii grupy Vader. Przekonałem się co do jednej sprawy - Jaro.Slav zdecydowanie ciekawiej gawędzi niż pisze. A że gawędził w temacie, w którym siedzi ze dwadzieścia lat, tym przyjemniejsze są te jego opowiastki. Bo o książkach (a przynajmniej jednej) Szubrychta mam wyrobione zdanie i nie sądzę, żeby się ono jakoś diametralnie zmieniło.


Bo napisać dla Przekroju kilkanaście zdań artykułu w dowolnym temacie, albo do Wyborczej zadać pięć bezpiecznych pytań dowolnemu "ekspertowi" to nie tylko zupełnie inna para kaloszy, ale też całkowicie inny rozmiar tegoż obuwia, jeżeli idzie o zabranie się za knigę w danym temacie. Trzeba naprawdę przysiąść fałdów nie tylko czasowych, nie tylko technicznych, ale przede wszystkim merytorycznych. Przy wywiadzie-rzece z Marylą, nie udało się Jarkowi to ostatnie zadanie. Do rozmów z Rodowicz autor przygotował się bardzo po łebkach. Wracając do Vadera - podczytywałem sobie tę biografię, odsłuchiwałem (zgodnie z osią czasu książki) kolejne płyty i coraz bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że mój Vader to nadal lata 2001-2004. Doszły do tej listy ze cztery albumy, ale bardziej przemawiają do mnie te składankowe i z repertuarem innych, niż autorski materiał Vadera. Sama książka jest natomiast opasłym tomiszczem wydanym w stylu opowieści o perypetiach innej rodzimej legendy - zespołu Kat. To samo wydawnictwo (SQN), podobny format i mimo, że Wojna totalna ma jakieś 120 stron mniej niż Piekło i metal autorstwa Mateusza Żyły, nadal jest to pękate tomiszcze wypełnione po brzegi i tekstem i furą fajnych zdjęć. Lektura książki w zasadzie ugruntowała moje wrażenia związane zarówno z Peterem, jak i z Vaderem w ogóle, powtórzę zatem: Peter - jedyny, niepowtarzalny, trzymający wszystko za pysk żelazną ręką; kompozytor, gitarzysta i gardłowy w jednym ciele - Pan Piotr Wiwczarek. Peter skończył w październiku sześćdziesiąt lat. Wiek nie przeszkadza mu jednak od czterdziestu jeden lat stać na czele death metalowego zespołu. Czterdzieści jeden lat totalnej wojny! - o skład, o repertuar, o kontrakty, o promocję, o koncerty, o zaufanie (obustronne)...
 

Mimo wszystko tego ostatniego zabrakło. Vader miał tyle wcieleń, że na dobrą sprawę ciężko mi nazwać ten konglomerat zespołem. Autor książki, kiedy już przeszedł do czasów profesjonalnej działalności Vadera, zupełnie zapomniał o momentach tworzenia nowych utworów. Czytając tę biografię miałem wrażenie, że Vader gra tyle koncertów, że panowie się nie spotykają inaczej, jak na trasach koncertowych, nie rozmawiają o nowej twórczości, nie wymieniają się pomysłami (a jeśli tak, to tylko przez Internet), że nie grają prób! Naprawdę z lektury tej książki wynika, że Vader nie gra prób! Materiał Vadera muzycy ćwiczą po chatach... Jest to naprawdę smutna rzeczywistość funkcjonowania zespołu na poziomie profesjonalnym. Gros składów zespołu (szczególnie po śmierci Docenta) mógłbym określić jako Peter & The Randoms. Vader to przez dobre dwie dekady istnienia tak naprawdę Kmiołek & Wiwczarek company... Kto tam będzie gitarzystą, basistą i pałkerem? Jeden chuj, bo jak jednemu się znudzi, to drugi przyjdzie. Znudzić to się może codzienna robota od 7.00 do 15.00, a nie bycie w kapeli. I chmara muzyków, która przecięła swe losy z Peterem, przychodziła de facto do roboty i wyczekiwała fajrantu. Peter: Bardzo dobrze wiem, jak pracuje się w zespole, kiedy masz kolegów, kiedy jeden drugiego motywuje, a kiedy masz problemy. To są zupełnie dwie różne historie. Jest inaczej. Jeśli inaczej, to też inne są owoce takiej działalności na scenie, poza sceną i w studiu.
 
 

 
Z drugiej strony każdy kolejny muzyk dołączający do Vadera posmakował tego, co to znaczy współtworzenie zespołu cenionego na świecie. Że to nie tylko przesiadywanie w ciepłym, studyjnym, naszym, polskim, lokalnym kurwidołku, gdzie na koncerty jeździ się do klubów oddalonych o max 600 km. Koncertowanie po całym świecie to dla muzyków wyniszczająca wojna totalna, sprawdzian charakteru, konfrontacja z oczekiwaniami; to codzienny znój i trud bycia w trasie. I są muzycy, którzy marzą o grze w kapeli tego kalibru; którzy marzą o takim sposobie prowadzenia kariery. I tacy zjawili się także w Vaderze.
 
Światełko w tunelu zespołowości pojawiło się jakoś w 2010 roku, kiedy do Petera dołączył Marek "Spider" Pająk na drugą gitarę i chwilę później basista Tomasz "Hal" Halicki. To, jak bardzo oni chcieli znaleźć zespół, który pozwoliłby im żyć tylko z grania, naprawdę aż bije z kart tej książki. Bo są to naprawdę zawodowi muzycy rodzimego najcięższego grania: Spider dołączył kiedyś do Esqarial i zawładnął funkcjonowaniem tej kapeli. Hal latami grał w Hermh u boku Bartłomieja Krysiuka (do Bartka też się w końcu - dzięki Batiuszce i Patriarsze - szczęście opłacalności uśmiechnęło)  Trio gra w barwach Vadera po dziś dzień. 15 lat w jednej łodzi (a w zasadzie w autokarze). Zespół, świętując czterdziestolecie działalności, zawitał także w moje strony. 
 
Z pierwotnych planów koczowania pod hotelem po autografy do niniejszej książki (na szczęście) nic nie wyszło, bo Peter za pomocą mediów społecznościowych zaprosił wszystkich chętnych do spotkania na terenie imprezy jakieś półtorej godziny przed występem.  Panowie zasiedli za stołami i podpisali wszystko, co im podetknięto pod ręce. Inicjatywa naprawdę godna odnotowania, bo na palcach jednej ręki można chyba policzyć rozpoznawalnych artystów parających się muzyką, którzy na niebiletowanym koncercie poświęcą publiczności czas poza ramami wyjścia na scenę i odegrania tego, co w umowie z władzami miasta ustalone. 


.
.
OCENA: 7/10 (bardzo dobra)

TYTUŁVader XXXX.Wojna totalna
AUTORJarek Szubrycht
WYDAWNICTWOSQN
MIASTO: Kraków
ILOŚĆ STRON: 530
 ROK WYDANIA: 2023
CENA: 55 zł.
 
Egzemplarz kupiony w empiku
 
PS: Nawet z autografów można wyczytać, że Peter to lider zespołu pełną gębą -  sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem - i nikt mu nie będzie mówił, czym ma podpisywać biografię własnej kapeli! Miałem ze sobą srebrny marker, który miał odznaczyć autografy od mocno szarawego, ciemnego tła wyklejki. Marek, Tomek i  Michał na spokojnie wzięli ode mnie mazidło i machnęli na srebrno co trzeba, a Peter twardo, swoim pisadłem złożył czarny, death metalowy podpis. Wyszło zespołowo, ale i nad wyraz kontrastowo. Oby ten kontrast widoczny był jedynie w książce, a nie na scenie i przy pracach nad nowymi nagraniami, na które - jako obserwator poczynań Vadera - nadal liczę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

JAREK SZUBRYCHT - VADER. WOJNA TOTALNA (wydanie na 40-lecie) [wrażenia]

Nareszcie ukończyłem tę kobyłę. Były to miłe ostatnie tygodnie roku spędzone na czytaniu. W tym przypadku nie zadowoliłem się jednak samym p...